Jesienny wianek na drzwi DIY

Odnoszę wrażenie, że tegoroczna jesień jest wyjątkowo kolorowa.
Nie mogłam się oprzeć i wybrałam się na spacer by uwiecznić
Ze spaceru, jednego z wielu, przyniosłam trochę jesieni do domu.
jesień w domu
Z zebranych liści, gałązek, i owoców postanowiłam zrobić wianek
do powieszenia na drzwiach domu.
Od razu robi się przyjemniej!

Miłe powitanie gości.
Na pewno każdy z Was może taki przygotować bez problemu sam. Jednak gdybyście uważali, że jest to pracochłonne postanowiłam pokazać, że wcale nie.
Jesienny wianek na drzwi
Czego potrzebujemy:
  • pęk gałązek brzozowych (są miękkie i elastyczne, łatwo je wygiąć)
  • Kolorowe liście
  • Jesienne owoce (ja wybrałam owoce róży i rajskie jabłuszka)
  • Drucik do mocowanie (ewentualnie nitka)
  • lakier

Najpierw spośród liści i owoców wybrałam te,
które najbardziej mi pasowały i spryskałam je lakierem.
Owoce spryskałam by ładnie się błyszczały,a liście oprócz połysku usztywniłam.

Spryskałam dokładnie z każdej strony.

Można spryskać lakierem do tego przeznaczonym, ale jeśli nie macie to wystarczy lakier do włosów.
Z brzozowych gałązek wybrałam te dość cienkie i najbardziej elastyczne. Uplotłam z nich wianek, który umocniłam nitką, ale lepiej i wygodniej zrobić to drucikiem (akurat go nie miałam).

Gdy lakier wysechł przymocowałam liście i gałązki z owocami do wianka z brzozowych gałęzi.
Wcześniej narysowałam sobie jak chcę by wyglądał.
Gdy był gotowy przymocowałam go do drzwi. Można też powiesić go w mieszkaniu by umilał na jesienne dni i wieczory.
A tak wyglądały poszczególne elementy wianka.
jesienny wianek na drzwi DIY
Jestem ciekawa czy i Wy przynieśliście trochę skarbów jesieni z spaceru.
Pochwalcie się, proszę.

Omlet z cukinią i pomidorkami koktajlowymi

Jak wiadomo, żeby dobrze zacząć dzień należy zjeść dobre śniadanie 😉
U mnie to podstawa!

omlet z cukinią i pomidorkami
Weekend też chcę dobrze zacząć, więc na śniadanie proponuję omlet z cukinią
 i pomidorkami koktajlowymi.

Z tymi samymi dodatkami przygotowuję pyszny makaron,
który polecałam Wam kiedyś na obiad.
omlet z pomidorkami koktajlowymi
A czy wiecie, że synonimem słowa omlet jest słowo jajecznik?
Spotkaliście się z tym, żeby ktoś używał takiej nazwy?
Ja nigdy, ale jest zabawna 😉
Szkoda tak pięknego dnia na tyrady, więc do dzieła!

Omlet z cukinią i pomidorkami koktajlowymi

Składniki:
  • 1/3 średniej cukinii
  • garść pomidorków koktajlowych
  • 1/2 cebuli
  • ząbek czosnku
  • 3 jajka prosto ze wsi lub „1”
  • ser żółty /tym razem użyłam oscypka przywiezionego z Bieszczadów/
  • sól i świeżo mielony pieprz do smaku
  • łyżka oleju do smażenia warzyw
  • łyżka masła do smażenia omleta

Cebulę kroję w piórka i wrzucam na patelnię.
 Dodaję pokrojoną w półplasterki cukinię.
 Gdy jest już dość miękka dorzucam pokrojony w plasterki czosnek i pomidorki pokrojone w ćwiartki.
Solę i pieprzę 🙂
Gdy pomidorki odrobinkę ulegną wpływowi temperatury, cały farsz zdejmuję z patelni.

omlet na śniadanie

Jajka rozbełtuję, solę i dodaję odrobinę pieprzu.
Na patelni rozpuszczam masło i wylewam rozbełtane jajka.
Gdy odrobinę się zetną, dodaję farsz, równomiernie rozkładając go na warstwie jajek.
Przykrywam pokrywką i smażę na małym ogniu.
Chwilę przed zdjęciem z patelni, gdy jajka są prawie ścięte,posypuję omlet startym serem i pozwalam mu się rozpuścić.
Gotowy omlet zsuwam na talerz i ewentualnie dekoruję ćwiartkami pomidorków.
omlet z cukinią

Czy ta październikowa, słoneczna sobota mogła się smaczniej zacząć?
Teraz śmigam na rower.
Pełna energii, po takim śniadaniu, daleko zajadę 😉

Domowy majonez

Kiedyś go nie lubiłam, a teraz nie wyobrażam sobie wielu dań bez dodatku majonezu
np. galaretek drobiowych.

Nie mówiąc już o wszelkich sałatkach, które dzięki domowej wersji majonezu zachowują smak.

majonez bez konserwantów

Majonez kupiony w sklepie zupełnie mi nie smakuje, nie mówiąc o przerażeniu jakie wywołuje u mnie lista składników.


W moim domu  majonez przygotowujemy od lat. I może dlatego kiedyś go nie lubiłam,
bo prawie codziennie przed kolacją trzeba było go „kręcić”.
Taki domowy majonez można też wykorzystać jako bazę
do różnych sosów np. do sosu cesarskiego.
Można wzbogacić jego smak dodając czosnku lub ziół.

Można też wykorzystać smakowe oliwy lub ciekawy olej do przygotowania majonezu.
Ja np. zamieniam część oleju słonecznikowego na olej lniany, który bardzo lubię,
no i do tego jest zdrowy.
Majonez ma wtedy bardzo ładny kolor.

Domowy majonez

Składniki:
  • Jedno jajko
  • Łyżka musztardy
  • 200-250 ml oleju
  • Odrobina cukru
  • Sól do smaku

Świeże jajko, prosto od kury dokładnie myjemy.
Wybijamy jajko do słoika [warto sprawdzić czy końcówka miksująca naszego blendera się mieści ;)] , dodajemy musztardę, szczyptę cukru i dwie szczypty soli.
A jeśli lubicie kwaśny to możecie dodać kilka kropel soku z cytryny.
Używam jajek, które przyjeżdżają do mnie ze wsi. W 100% ekologiczne 😉
Wszystkie składniki miksujemy na wolnych obrotach, a gdy się połączą dodajemy powoli olej,
cały czas miksując. Gdy dodamy cały olej miksujemy jeszcze przez jakieś dwie minuty,
by wszystko ładnie się połączyło.
Majonez jest gotowy gdy wygląda tak jak na zdjęciu ;)

domowy majonez

A Wy do czego dodacie Wasz domowy majonez?

Pasztet z cukinii

Co roku jesień zachwyca mnie swoimi kolorami. Nie tylko tymi na drzewach, ale i tymi na straganach pełnych dojrzałych warzyw i owoców.
Zawsze przygotowuję swoja ulubioną zupę z dyni według mojego przepisu.
W tym roku szaleję również z cukinią.

Przygotowałam ją w postaci pasztetu.
Warto czasem zajrzeć do plotkarskiej gazety by trafić na smakowity przepis 😉

Składniki:
  • ok. 0,5 kg cukinii
  • 150 gram kaszy jaglanej
  • trochę ulubionego sera (użyłam owczego wędzonego)
  • 2 jajka
  • sól, pieprz, gałka muszkatołowa
  • kolendra, chili
  • ewentualnie odrobina masła do kaszy

Kaszę jaglaną ugotowała wg przepisu. Do ugotowanej kaszy dodałam masło.
Cukinię starłam na grubych oczkach tarki. Posoliłam i zostawiłam na 30 minut, żeby puściła sok.
Następnie dobrze ją odsączyłam.
W misce wymieszałam cukinię z kaszą i startym serem.
Doprawiłam solą, pieprzem i gałką muszkatołową.
Dodałam posiekaną kolendrę i chili pokrojone w drobniutką kosteczkę.
Wbiłam dwa jajka i wszystko dokładnie wyrobiłam.
Gotową masę włożyłam do formy- keksówki, wyłożonej pergaminem.
Piekłam  w piekarniku nastawiony na 220 stopni przez ok godzinę.
Pasztet wyszedł ciekawy i bardzo smakował mojemu bratu, a to ogromny komplement 😉

PS Pierwszy raz robiłam zdjęcia z wbudowaną lampą błyskową, stosując techniki, których nauczyłam się na warsztatach fotograficznych.
Muszę jeszcze trochę popracować, ale jak widać da się 😉
Brak światła słonecznego wreszcie nie będzie mi przeszkadzał!

Ogórki krokodylki

Zeszłej jesieni moja bratowa zrobiła wspaniałe ogórki.
 Sama spróbowała ich na jakimś przyjęciu i zdobyła przepis.
Nie przepadam za marynatami octowymi, ale na punkcie tych ogórków oszalałam.
Są fantastyczne.
Oczywiście kilka słoików, które Joanna zrobiła zniknęło w zastraszającym tempie.
W tym roku postanowiłam zrobić je ponownie i chcę z Wami podzielić się przepisem.
Ogórki te nazwę „krokodyli” zawdzięczają swojemu zabawnemu kształtowi po marynowaniu 😉

Składniki:

  • 5 kg ogórków gruntowych
  • 5 główek czosnku
  • paczka chili Cayenne
  • litr octu
  • ok 16 łyżek oleju
  • 2 kg cukru
  • ok 10 łyżek soli

Umyte ogórki, pokroiłam wzdłuż i wrzuciłam do dużej miski.
Posoliłam je i zostawiłam na 5-6 godzin.
Po tym czasie odlałam wodę, którą puściły.
 Przygotowałam zalewę.

Do garnka wlałam ocet i podgrzałam go. Następnie wsypałam cukier, niekoniecznie cały na raz, i mieszałam do rozpuszczenia.
Ostudziłam powstały syrop, od czasu do czasu mieszając by cukier nie zaczął się krystalizować.
Do syropu dodałam olej, chili i wcisnęłam czosnek (może być posiekany drobno).
Zalewę wlałam do ogórków i starannie wymieszałam, by dokładnie pokryć wszystkie ogórki.
Ogórki przykryte ściereczką zostawiłam na półtora dnia. W tym czasie puściły ogromną ilość soków.
Tak zamarynowane, powkładałam do słoików, zalałam powstałym podczas marynowania sosem i dokładnie zakręciłam.
Tak naprawdę ogórki są gotowe do zjedzenia od razu, ale gdy dłużej postoją to będą bardziej ostre i smaczniejsze.
Mniam!
Macie jakiś swój sposób na ogórki?
Przepis dodaję do akcji:

Bigos po mazursku

Dwa tygodnie temu, jak przed rokiem, w moim rodzinnym domu odbyły się zawody konne w skokach przez przeszkody. Pogoda nam nie dopisała, ale zawody się udały, a atmosfera była super.

Jeśli macie ochotę obejrzeć kilka zdjęć to zapraszam TUTAJ.
Oprócz kibicowania jeźdźcom można było również napić się ciepłej herbaty lub zimnego piwa ;),
a także zjeść coś dobrego.
Karkówkę lub kiełbasę z grilla, chleb z domowej roboty smalcem i małosolnym ogórkiem oraz bigos.

Smalec, ogórki, bigos oraz marynatę do karkówki robiłam ja we własnej osobie.
Czy były dobrej musicie spytać tam obecnych 😀
Ze smalcu byłam bardzo zadowolona. Zniknął w takim tempie, że nie zdążyłam zrobić zdjęć :/
Ale powtórzę go niedługo i wtedy podzielę się z Wami przepisem.
Gdy gotowałam bigos to byłam przerażona, że mi nie wyjdzie, bo gotowanie dla kilkudziesięciu  osób to nie gotowanie dla 4. Na szczęście udało się powtórzyć sukces z zeszłorocznego Hubertusa.

Poza tym gotowanie bigosu przy temperaturze ponad 30 stopni Celcjusza było dziwne, ale w dniu zawodów okazał się najlepszym daniem na rozgrzewkę.
Podam Wam przepis w ilościach, które ja użyłam, a Wy zmniejszcie sobie je odpowiednio 😉
Składniki:
  • 3 nie za duże główki młodej kapusty lub 2 duże
  • 6 kg dobrej kiszonej kapusty
  • 2 kg cebuli
  • 2 kg pachwiny
  • 2 kg łopatki
  • suszone grzyby /najlepiej borowiki
  • 1,5 paczki ziela angielskiego
  • 2 paczki liści laurowych
  • 1 opakowanie pieprzu czarnego ziarnistego
  • sól

Jeśli chcemy, żeby nasz bigos był naprawdę dobry musimy gotować go co najmniej dwa dni.

Jednego dnia w gotujemy kapusty. W jednym garnku poszatkowaną młodą kapustę, w drugim kiszoną.
Do obu garnków dorzucamy ziele angielskie i liście laurowe i pieprz w ziarnach.
Świeżą kapustę w trakcie gotowania dosalamy.
Gotujemy na „wolnym” ogniu do miękkości.

Mam to szczęście, że w moim rodzinnym domu jest kuchnia kaflowa.
Kiedyś używana codziennie, dziś rozpala się w niej tylko przy specjalnych okazjach. Gotowanie świątecznych potraw lub bigosu np. na Hubertusa jest taką okazją 🙂

Drugiego dnia rano dusimy mięso. Robię to w szybkowarze. Przed duszeniem mięso lekko przyprawiam solą i pieprzem. Można też dodać innej przyprawy jeśli macie ochotę.
Na dużej patelni smażę pokrojoną w pióra cebulę, do czasu gdy zrobi się szklista.
Obie kapusty wrzucam do jednego dużego gara. Dorzucam cebulę, a następnie uduszone mięso z całym sosem.
Doprawiam do smaku solą, zielem i z młotkowanym pieprzem.
Duszę wszystko razem bardzo powoli od czasu do czasu mieszając.
Suszone grzyby gotuję w niedużej ilości wody, aż będę miękkie.
Następnie całość, razem z wodą, wlewam do bigosu.

Dalej duszę cały bigos.

Jeśli będziemy dusić odpowiednio długo nasz bigos  wyjdzie naprawdę smaczny.
Danie, które wymaga i uczy cierpliwości 😉

A Wy jak przygotowujecie bigos?
Zauważyłam, że na to danie jest prawie tyle przepisów co na szarlotkę lub jajecznicę 😉
Przepis dodaję do akcji:

Quesadilla z grillowanymi warzywami

Quesadilla z grillowanymi warzywami

Wybieram się do Meksyku więc akcja zorganizowana przez Shinju „Hola Mexico 3” jest stworzona dla mnie.
W planach miałam przygotowanie większej ilości dań, ale z braku czasu zdążyłam tylko z quesadillą.
Quesadilla (kesadija) to tortilla, zwykle z mąki kukurydzianej, na którą nakłada się ser, składa na pół i ogrzewa do czasu, aż ser się rozpuści.
Można do niej dodawać różne składniki takie jak mięso, warzywa czy chilli.
Quesadillas

Do swojej quesadilli dodałam grillowane warzywa i kurczaka, a podałam ją z salsą frescą.
Myślę, że guacamole sprawdziło by się również bardzo dobrze.
Jeśli macie na nie ochotę to odsyłam do swojego przepisu.

fresca
Salsa Fresca
Składniki na salsę:
  • dwa dobre pomidory
  • natka kolendry
  • mała cebula
  • czosnek
  • chilli
  • sól
  • oliwa
Cebulę posiekałam drobno. Pomidory pokroiłam w drobną kostkę.
Wymieszałam razem. Dodałam czosnek, drobniutko posiekane chili i doprawiłam solą i oliwą.
Na koniec dodałam posiekana natkę kolendry.
Salsa świetnie sprawdza się jako dodatek do różnych dań, a nawet do porannej jajecznicy.

Quesadilla z grillowanymi warzywami

Quesadilla

Składniki na tortille:

  • mąka
  • woda
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 1 łyżka oliwy
Tortille przygotowałam według tego przepisu, choć musiałam dodać dużo więcej mąki, bo ciasto wyszło bardzo rzadkie.
Składniki na farsz:
  • ser żółty/ użyłam mieszanki cheddar i mimolette
  • pół niedużej zielonej cukinii
  • mała żółta cukinia
  • jedna papryka/ wybrałam czerwoną
  • duża cebula
  • 4 ząbki czosnek
  • chili
  • kumin
  • majeranek, sól do smaku
  • oliwa do smażenia
Pokrojoną cebulę podsmażyłam na oliwie, dodałam paprykę, część czosnku, posoliła i smażyłam, aż papryka zmiękła.
Dodałam przyprawy: kmin, chili, majeranek.
Wrzuciłam pokrojoną cukinię (żółtą pokroiłam w cienkie plasterki). Dodałam resztę czosnku i smażyłam chwilę, aż cukinia zmiękła.
Oddzielnie podsmażyłam tylko posolonego kurczaka (tzw. polędwiczkę ;)).
Soczystego kurczaka pokroiłam w cieniutkie paseczki.
Tortillę posypałam grubą warstwą sera, ułożyłam warzywa, kawałki kurczaka, a wierzch posypałam jeszcze odrobiną sera.
Wszystko przykryłam drugą tortillą i przygniotłam lekko.
Położyłam na patelni i przycisnęłam pokrywką.
Podgrzewałam na bardzo małym ogniu.
Po pewny czasie, gdy quesadilla trochę się ugrzała, za pomocą talerza odwróciłam ją na drugą stronę.
Gdy ser się rozpuścił, wyłożyłam quesadillę na deskę i ostrym nożem podzieliłam na trójkąty.
Jadłam polanę salsą fresca.

quesadillas meksykańskie
Efekty jest pyszny!
Teraz wiem, że podczas wizyty w Meksyku MUSZĘ nauczyć się robić tortille!
Macie ochotę na quesę?
Danie dołączam do akcji:
Hola Mexico 3

Amerykański burger w polskiej kuchni

Podoba mi się ten tydzień, a co najfajniejsze to to, że jeszcze się nie skończył.
Dziś byłam w fajnym miejscu, o którym napisze oddzielny post 😉
Tydzień zaczął się bardzo dobrze, od koncertu w poniedziałkowy wieczór.
Jakiś czas temu przyłączyłam się do SkaRewolucji i podążam za SkaŚwiatłem.
Od dawna słucham reggae, raggamuffin  itp. ale jakoś do tej pory omijałam to co najważniejsze, to co było na początku i od czego wzięło się wszystko inne.
Bo na początku było SKA.
Stąd też koncert amerykańskiej grupy The Toasters, grającej ska od 29 lat był obowiązkiem, ale też ogromną przyjemnością.
W związku z koncertem wczoraj postanowiłam przygotować danie, które najbardziej kojarzy mi się z kuchnią amerykańską, a jest nim burger.

Choć jak wiadomo kuchnia amerykańska jest wynikiem mieszania się i modyfikowania kuchni z całego świata.
I tak podobno burgery i hot dogi to modyfikacje dań niemieckich.

Swojego burgera postanowiłam przygotować z mięsa indyka, sama przygotowałam prosty sos, a jako dodatków użyłam, oprócz sałaty, bakłażana, pomidorków koktajlowych i cebuli.
Składniki:
  • 4 bułki do hamburgerów
  • 0,5 kg mięsa mielonego z indyka
  • 1 jajko
  • 2 cebule
  • nieduży bakłażan
  • kilka pomidorków koktajlowych
  • sałata
  • ząbek czosnku
  • jogurt i odrobina majonezu na sos
  • świeże /ewentualnie suszone zioła do sosu
  • sól, pieprz i chili do przyprawienia
  • oliwa do smażenia

Mięso na burgery przyrządzamy wg. własnego uznania.
Ja dodaję pokrojoną w kosteczkę i podsmażoną cebulę, jajko oraz doprawiam solą i pieprzem.
Formuję burgery i smażę.
Bułki podgrzewam na patelni, pod pokrywką.

Jako dodatek wykorzystałam bakłażana.
Pokroiłam go w plastry, posypałam solą i pieprzem i delikatnie smażyłam na niewielkiej ilości tłuszczu, aż zrobił się miękki.
Do jogurtu wymieszanego z majonezem dodałam rozgnieciony czosnek, zioła i chili.

Na ciepłej bułce ułożyłam sałatę i burgera. Na wierzch położyłam dodatki i polałam sosem.
No i zjadłam, Mniam.
Często zamiast sałaty używam szpinaku.
Jakie danie Wam kojarzy się ze Stanami Zjednoczonymi Ameryki Północnej?

Pierogi z soczewicą i Couchsurfing


Nie było mnie dłuższą chwilę, bo przeżywałam swoją pierwszą przygodę z Couchsurfingiem.


W końcu się zmobilizowałam i poszłam na spotkanie serferów w moim mieście.
Poznałam na nim kilka fajnych osób i na pewno pojawię się na następnym spotkaniu.

Poznałam też Federico.
Ciekawe czy poprzedni post miał jakiś magiczny związek z jego pojawieniem się.

 Federico odwiedził Warszawę po drodze z Rzymu do Moskwy (czyżby mała aklimatyzacja do moskiewskiej zimy?).

Wiem już, że Stare Powązki są piękniejsze od każdego rzymskiego cmentarza.
Spędziłam kilka na prawdę fajnych dni!

Couchsurfing to forma podróżowania. Można zwiedzać świat i poznawać ludzi nocując na ich kanapach (stąd oczywiście nazwa) lub przyjmując ich u siebie.
Można tez zaoferować kawę i spacer po mieście jeśli nie mamy możliwości przenocowania kogoś.

Jest to też fantastyczny sposób na poprawę znajomości obcych języków.

Wszyscy podróżnicy zarejestrowani są na stronie internetowej Couchsurfing!!
Couchsurfing to również styl życia i bycia, który mi bardzo odpowiada.

Co wspólnego ma Couchsurfing z pierogami?

Federico bardzo lubi pierogi więc w ciągu tych kilku dni jedliśmy je parę razy.

Wiadomo, że nawet najlepsze pierogi w restauracji nie są tak dobre jak te zrobione własnoręcznie. Postanowiłam więc przygotować domowe pierogi 😀

Bardzo lubię soczewicę więc przygotowałam z niej farsz do pierogów.

Składniki:
Farsz
  • 150 gr soczewicy zielonej
  • 2 cebule
  • pieprz, sól, chili do smaku
Ciasto
  • 300 gr mąki
  • letnia woda
Soczewicę ugotowałam do miękkości w dwa razy większej ilości wody niż objętość soczewicy.

Cebulę pokroiłam w drobną kostkę i podsmażyłam. Dodałam soczewicę, doprawiłam solą, chili i pieprzem. Smażyłam na wolnym ogniu ok. 10 minut, aż soczewica lekko się rozpadła.

Do mąki dodałam trochę wody i zaczęłam zagniatać, dolewając więcej wody w razie potrzeby.
Letnia woda spowodowała, że gluten zaczął wiązać ciasto.

Kawałki wyrobionego ciasta rozwałkowywałam na cienkie placki (żeby było widać stolnice) podsypując mąką.

Następnie cięłam je na „kwadraty”, na których układałam farsz.
Posklejane pierogi układałam pod ściereczką, żeby nie wyschły zanim wrzuciłam je do wody.

Gotowe pierogi polałam zrumienionym masłem i podałam z czerwonym barszczem.


Jaki lubicie farsz w pierogach i czy podoba Wam się taki sposób podróżowania?

Wzmacniający napój cytrynowy czyt. cytrynówka

 Jest karnawał, na większości blogów kulinarnych królują przekąski,
które można podać na przyjęciu.
Dobre jedzenie dobrze jest popić czymś dobrym.
Można przygotować napoje bezalkoholowe i alkoholowe.
 Oczywiście napoje alkoholowe należy pić z umiarem 😀
Dziś chciałabym zaprezentować swój przepis na cytrynówkę.
Kiedyś na jakąś prywatkę koleżanka przyniosła pyszną cytrynówkę.
Jej przepis mówił o 1/3 spirytusu, 1/3 soku z cytryny, 1/3 wody i cukru do smaku.
Oczywiście musiałam wprowadzić zmiany. Inaczej nie byłabym sobą.

Po pierwsze moją cytrynówkę robię na wódce.
Na pół litra wódki dodaję sok z ok. 5 cytryn.
Słodzę do  smaku, ale część cukru zamieniam na miód.
Miód jest pyszny, ale nie należy dodawać go za dużo, bo daje dość ostry, drapiący w gardło smak.
Robiąc tą cytrynówkę dodałam niewiele miodu, ale dodałam też kilka łyżek syropu klonowego. Pierwsze wrażenie bardzo fajne.
Zobaczymy co będzie po dwóch tygodniach, bo na tyle czasu zostawiam cytrynówkę do przegryzienia.
Oczywiście następnego dnia też będzie smakowała.

Jeśli zrobicie ją dziś lub jutro to do weekendu, będzie już w sam raz.
Lubię domowej roboty alkohole.
A Wy jakie smaki lubicie?
Macie jakieś swoje ulubione trunki, które robicie w domu?