Pierogi z soczewicą i Couchsurfing


Nie było mnie dłuższą chwilę, bo przeżywałam swoją pierwszą przygodę z Couchsurfingiem.


W końcu się zmobilizowałam i poszłam na spotkanie serferów w moim mieście.
Poznałam na nim kilka fajnych osób i na pewno pojawię się na następnym spotkaniu.

Poznałam też Federico.
Ciekawe czy poprzedni post miał jakiś magiczny związek z jego pojawieniem się.

 Federico odwiedził Warszawę po drodze z Rzymu do Moskwy (czyżby mała aklimatyzacja do moskiewskiej zimy?).

Wiem już, że Stare Powązki są piękniejsze od każdego rzymskiego cmentarza.
Spędziłam kilka na prawdę fajnych dni!

Couchsurfing to forma podróżowania. Można zwiedzać świat i poznawać ludzi nocując na ich kanapach (stąd oczywiście nazwa) lub przyjmując ich u siebie.
Można tez zaoferować kawę i spacer po mieście jeśli nie mamy możliwości przenocowania kogoś.

Jest to też fantastyczny sposób na poprawę znajomości obcych języków.

Wszyscy podróżnicy zarejestrowani są na stronie internetowej Couchsurfing!!
Couchsurfing to również styl życia i bycia, który mi bardzo odpowiada.

Co wspólnego ma Couchsurfing z pierogami?

Federico bardzo lubi pierogi więc w ciągu tych kilku dni jedliśmy je parę razy.

Wiadomo, że nawet najlepsze pierogi w restauracji nie są tak dobre jak te zrobione własnoręcznie. Postanowiłam więc przygotować domowe pierogi 😀

Bardzo lubię soczewicę więc przygotowałam z niej farsz do pierogów.

Składniki:
Farsz
  • 150 gr soczewicy zielonej
  • 2 cebule
  • pieprz, sól, chili do smaku
Ciasto
  • 300 gr mąki
  • letnia woda
Soczewicę ugotowałam do miękkości w dwa razy większej ilości wody niż objętość soczewicy.

Cebulę pokroiłam w drobną kostkę i podsmażyłam. Dodałam soczewicę, doprawiłam solą, chili i pieprzem. Smażyłam na wolnym ogniu ok. 10 minut, aż soczewica lekko się rozpadła.

Do mąki dodałam trochę wody i zaczęłam zagniatać, dolewając więcej wody w razie potrzeby.
Letnia woda spowodowała, że gluten zaczął wiązać ciasto.

Kawałki wyrobionego ciasta rozwałkowywałam na cienkie placki (żeby było widać stolnice) podsypując mąką.

Następnie cięłam je na „kwadraty”, na których układałam farsz.
Posklejane pierogi układałam pod ściereczką, żeby nie wyschły zanim wrzuciłam je do wody.

Gotowe pierogi polałam zrumienionym masłem i podałam z czerwonym barszczem.


Jaki lubicie farsz w pierogach i czy podoba Wam się taki sposób podróżowania?