Placki z cukinii

Placki z cukinii

Staram się mieć zawsze kilka sfotografowanych dań w zapasie. Żeby w każdej chwili można było do nich sięgnąć
i czymś się z Wami podzielić.
Zwłaszcza w sytuacji gdy wyjeżdżam i nie mam czasu przygotować czegoś od ręki.
Cały zeszły tydzień byłam w rozjazdach. Najpierw na Mazurach, a potem w moich ukochanych Bieszczadach.
Jednak za każdym razem jest mi trudno zdecydować się,  który akurat przepis opublikować. I tak od zeszłego piątku rozmyślałam co by tu wybrać.
Ile mi to czasu zajęło.
Chyba jednak trzeba zacząć planować wcześniej i zapisywać w kalendarzu 😉
Swoją drogą pewna blogerka (oczywiście trafiłam do niej dzięki Uli) zainspirowała mnie do stworzenia własnego organizery pracy. Jestem tradycjonalistką i bardzo lubię notować w różnego rodzaju notesach,  choć ostatnio przymierzam się również do korzystania z pewnego programu.
Jeśli uda mi się stworzyć taki organizer, na pewno się nim z Wami podzielę 🙂

Wracając do sedna sprawy. 
Zdecydowałam się na przygotowanie pysznych placuszków z cukinii.

Są zdrowe i bardzo smaczne.
Bardzo lubię cukinię.
 Często podjadam ją na surowo,  a także przygotowuję z niej pasztet.  Świetnie też smakują faszerowane kwiaty cukinii.

Placki z cukinii

Składniki: 
na 20 placuszków*
  • 5 niedużych cukinii
  • 2/3 szklanki siemienia lnianego, świeżo mielonego
  • 2 ząbki czosnku
  • 2 jaka
  • Szklanka świeżych listków kolendry 
  • Sól i pieprz do smaku

Cukinię ścieram na grubych oczkach tarki, solę odrobinę i zostawiam na durszlaku na 30 minut.
Po tym czasie odciskam sok, który cukinia puściła. 
Przekładamy do miski, wciskamy czosnek, dodaję siemię, jajka, lekko posiekaną kolendrę. Doprawiam solą i pieprzem. Dokładnie mieszam.

Na rozgrzaną patelnię nakładam łyżką nieduże placuszki. Smażę z obu stron, aż się ładnie zrumienią.
Do placków często przygotowuję zwykły sos jogurtów
Do dobrego jogurtu wciskam czosnek, doprawiam solą i pieprzem,  wkrajam trochę świeżych ziół,  np. kolendry.

Pyszne placki z cukinii z jogurtowym sosem – niebo w gębie.

*zwykle większość dań przygotowuję „na oko” jeśli chodzi o składniki. 
Odkąd prowadzę bloga zaczęłam zwracać uwagę na ilości by móc je podać Wam.
Zwykle też gotuję dla siebie i nie zwracam uwagi ile dokładnie porcji mi wyszło. Gdy coś ugotuje to mam na dwa do trzech posiłków.
Postanowiłam i na to zwracać uwagę,  bo domyślam się, że dla większości z Was jest to cenna informacja. 
Warto wiedzieć ile członków rodziny załapie się na przygotowany obiad 😉

Trzymajcie za mnie kciuki 🙂

Risotto ze szparagami i kolendrą

Risotto ze szparagami i kolendrą

W weekend 6-8 czerwca byłam we Wrocławiu. Głównym powodem odwiedzenia tego pięknego miasta był odbywający się tam festiwal „Europa na Widelcu”.
zielone szparagi

O tym dlaczego zakochałam się we Wrocławiu jeszcze Wam napiszę.

Zainspirowana szparagowo-truskawkowym szaleństwem, podczas festiwalu, postanowiłam przygotować obiad wykorzystując szparagi.
Bardzo lubię ten moment gdy szukam pomysłu na obiad, o ile nie jestem bardzo głodna 😉

Najpierw wypatrzyłam śliczne szparagi na jednym z festiwalowych straganów i zaczęłam szukać w głowie co by mi do nich pasowało.

Pierwszy przyszedł pomysł na makaron, a ponieważ obecnie nie jadam makaronów pszennych postanowiłam zastąpić go makaronem ryżowym. A jak wkradło się trochę Azji to i kolendra byłaby na miejscu.
Założyłam, że w sklepie pod domem dostanę wszystkie składniki. Niestety makaron ryżowy to nie chleb powszedni.
Na półce znalazłam jednak ryż jaśminowy więc wrzuciłam go do koszyka.
Przypomniałam sobie jak robiłam pęczotto z grzybami i dokupiłam kwaśną śmietanę oraz masło.
Przystąpiłam do tworzenia:
risotto ze szparagami i kolendrą

Risotto ze szparagami i kolendrą

Składniki:
  • Pęczek zielonych szparagów
  • 2 nieduże cebule
  • 2 ząbki czosnku
  • 200 gram ryżu arborio lub jaśminowego
  • Garść liści kolendry
  • Sól i pieprz do smaku
  • ¼ masła
  • 2 łyżki kwaśnej śmietany
  • Olej do smażenia
Zielone szparagi oczyściłam ze stwardniałych końcówek, a końcówki wykorzystałam do ugotowania wywaru.
Szparagi pokroiłam na kawałki wielkości ok. 1 cm i rozdzieliłam na dwie części: szparagi grubsze i cieńsze.  
Pokrojoną w kosteczkę cebulę i rozgnieciony czosnek wrzuciłam na rozgrzany olej. Gdy się odrobinę zeszkliły dodałam grubsze kawałki szparagów. Podsmażyłam.
Wrzuciłam ryż, zamieszałam by cały pokrył się tłuszczem i podlałam wywarem.
Posoliłam. Gotowałam często mieszając i uzupełniając płyn w razie potrzeby.
 W połowie gotowania dodałam drobniejsze szparagi i trochę posiekanej kolendry.
Gdy ryż zrobił się miękki zdjęłam garnek z ognia. Doprawiłam solą i świeżo mielonym pieprzem. Dodałam masło, śmietanę i kolendrę.
Dokładnie wymieszałam i pyszne risotto ze szparagami i kolendrą było gotowe!
zielone szparagi z ryżem
Myślę, że to świetny pomysł na obiad!
Mięsożercy mogą natomiast wykorzystać risotto jako dodatek do ich ulubionego kawałka mięsa.
Którą wersję wybierzecie?

Krem kukurydziany z chilli


Nie wiem czy w Meksyku jadają taki krem, ale bardzo mi się z tym krajem kojarzy.
Dlatego postanowiłam przygotować go jako drugie danie do akcji Hola Mexico 4,
organizowanej przez Shinju.
Chwile temu ugotowałam Chilli con carne, którym ostatnio się zajadam.Polecam Wam także Quesadillę, jako alternatywę dla zwykłych kanapek.

Gdy pierwszy raz jadłam tą zupę to bardzo mi nie smakował, może kucharz ją źle przygotował.
Zwykle nie zrażam się i daję drugą szansę, więc gdy Ryszard ugotował krem kukurydziany w naszej Akademii, postanowiłam go spróbować jeszcze raz.
No i tym razem przepadłam. Zdolny kucharz zrobił fantastyczną zupę.
Ponieważ bardzo mi zasmakowała przygotowałam ją w domu.
Jest łatwa i szybka w przygotowaniu więc gorąco polecam ją wszystkim zabieganym.

Krem kukurydziany z chilli

Składniki:
  • 450 gram mrożonej kukurydzy
  • 1,5 cebuli
  • 3 ząbki czosnku
  • olej do smażenia
  • papryczka chilli (wielkość zależy od Waszej sympatii do kapsaicyny)
  • sól do smaku
  • mleko i woda, ilość zależna od tego jaką gęstość chcecie uzyskać
Do tej ilości kukurydzy dodałam ok 300 ml mleka. Wyszły mi trzy solidne porcje bardzo gęstej zupy.
Cebulę pokroiłam w grubą kostkę i wrzuciłam na rozgrzany olej.
Dodałam czosnek pokrojony tylko na pół. Dorzuciłam chilli pokrojone na kawałki (razem z pestkami).
Smażymy do momentu, aż cebula się zeszkli, uważając, żeby się nie przypaliła.
Dodajemy kukurydzę i podlewamy wodą, tak żeby kukurydza była zakryta.
Solimy delikatnie i gotujemy do miękkości.
Gdy kukurydza jest miękka, dodaję mleko. 
Zagotowuję, a następnie miksuję.
Zmiksowaną zupę doprawiam do smaku.
Krem kukurydziany można podać z pesto np. z suszonych pomidorów
albo po prostu, posypany kolendrą.

Fajnym pomysłem są też podsmażone plasterki chorizo.
Ta wersja u mnie wygrywa.

Jeśli będziecie mieli problem ze znalezieniem mrożonej kukurydzy to chętnie Wam podpowiem.
Pytanie przyślijcie na adres: figasmakiem@gmail.com

Pasztet z soczewicy i moje pierwsze urodziny :)

Bardzo lubię takie dni jak ten.

Takie czyli jakie?
Takie, które są wyjątkowe.
Lubię np. wigilię Świąt Bożego Narodzenia, ale jeszcze bardziej dzień swoich urodzin.

Dzisiejszy dzień zaczął się od pysznego śniadania, które przygotowała moja współlokatorka Gabrysia.
Potem była kawa z przyjaciółką.

Teraz będzie dobra kolacja.

Wygląda jak świętowanie urodzin 😉

Prawda jest taka, że dziś naprawdę są urodziny!

Pierwsze urodziny mojego bloga!


Dokładnie rok temu opublikowałam pierwszy post.
Jestem bardzo wdzięczna mojej przyjaciółce Joannie(z którą piłam dziś kawę), bo to za jej namową wkroczyłam do blogosfery.

Dziękuję Ci Joanno!

Jest mi tu bardzo dobrze i na razie nigdzie się nie wybieram.

I nawet nie chcę wiedzieć jak wyglądałoby moje życie, gdybym nie dała się namówić na prowadzenie bloga, bo dzięki blogowaniu w moim życiu wydarzyło się wiele fajnych rzeczy, a ile jeszcze się wydarzy to nie mogę się doczekać 🙂
Ponieważ prowadzenie bloga motywuje mnie do zgłębiania sztuki kulinarnej i rozwijanie siebie, postanowiłam przygotować sobie prezent.

Nie jest jeszcze gotowy, ale już niedługo się nim z Wami podzielę.
Mam też mały prezent dla Was.
Pyszny i zdrowy pasztet z soczewicy.

Pasztet z soczewicy

Pasztet przed i po upieczeniu
Składniki:

  • 350 gram czerwonej soczewicy
  • średnie cebule
  • 4 ząbki czosnku
  • papryczka chilli
  • pęczek kolendry
  • 2 jajka
  • sól i pieprz do smaku
  • woda
  • 2 łyżki oleju

W garnku rozgrzewam olej i wrzucam soczewicę. Ciągle mieszając podsmażam do momentu gdy soczewica zmieni kolor na mocno pomarańczowy. Następnie zalewam wodą.
Soczewicę gotuję, w niewielkiej ilości wody, do momentu gdy zacznie się rozpadać, ewentualnie dolewając w międzyczasie wody.
Cebulę kroję w drobną kostkę i podsmażam do miękkości.
Masę soczewicy wykładam do miski.
Dodaję cebulę i wyciskam czosnek.
Kolendrę siekam, a chilli kroję w drobniutką kosteczkę i wrzucam do miski z resztą składników
Doprawiam wszystko solą i pieprzem.
Dodaję jajka i dokładnie wyrabiam.
Gotową masę wlewam do keksówki wyłożonej papierem do pieczenia.

Pieczemy w temperaturze 180 stopni Celcjusza ok 40-50 minut.

Gotowy pasztety zostawiam do wystudzenia, a potem wyjmuję go na deskę.

Pasztet można rozsmarować na kanapce, można też podać na ciepło na obiad.

Na główne danie pasztet z soczewicy, a jako zupę krem z czerwonej soczewicy 😉

Co Wy na to?
Czy za dużo szczęścia?
Przepis dodaję do akcji:

Karaibska salsa z soczewicy

Kolorów na drzewach już prawie nie ma, dobrze, że jeszcze na straganach z warzywami i owocami są.
Chłodno się zrobiło.
Może macie ochotę na jakąś ciepłą wycieczkę.
Co powiecie na Karaiby?

Słońce, plaże, kawa i egzotyczne ryby i owoce oraz gorąca muzyka. Marzenie, a już na pewno wtedy gdy zaczyna doskwierać zimno.

Proponuję Wam dziś małą rozgrzewkę, przynoszącą na myśl gorące karaibskie wyspy.

Karaibska salsa z soczewicy

Składniki:
  • 100 gram zielonej soczewicy/ ok. pół szklanki/
  • 1 szklanka wody do gotowania soczewicy
  • kilka gałązek natki kolendry
  • 2 duże pomidory
  • 1/.2 cebuli
  • 1 świeża papryczka chilli
  • 2 łyżki soku z limonki /cała limonka ma ok. 30 ml, a łyżka 15 ml/
  • 2 łyżki oliwy
  • sól i świeżo mielony pieprz do smaku.
Opłukaną soczewicę włożyłam do garnka i zalałam wodą.
Po zagotowaniu, przykryłam i gotowałam na wolnym ogniu ok. 30 minut.
Następnie odcedziłam, opłukałam zimną wodą, odsączyłam i przełożyłam do miski.

Dodałam pokrojone w centymetrową kostkę pomidory oczyszczone z pestek i posiekaną drobno cebulę.
Posiekałam natkę kolendry i oczyszczone z nasion chili.
Wymieszałam wszystko razem.
Dodałam sok z limonki i oliwę oraz doprawiłam solą i pieprzem.
Odstawiłam ją na ok. 30 minut do lodówki, by smaki się wymieszały.
Salsa jest fantastycznym dodatkiem do ryb lub drobiu, ale ja lubię ją również samą.

 Ponieważ łatwo ją spakować dlatego można ją zabrać na drugie śniadanie do szkoły lub pracy.

Na koniec proponuje Wam rozgrzewający  utwór Pana Tito Puente.
Ja nie mogę się powstrzymać więc jeśli zobaczycie kogoś, kto tańczy czekając na autobus to pewnie ja
słucham Raya Barretto albo Tito Puente 😉

Przepis pochodzi z książki „Podróże kulinarne- kuchnia karaibska”, która ukazała się nakładem Rzeczypospolitej.

Przepis dodaję do akcji:

  

Śniadania do pracy/szkoły

Pasztet z cukinii

Co roku jesień zachwyca mnie swoimi kolorami. Nie tylko tymi na drzewach, ale i tymi na straganach pełnych dojrzałych warzyw i owoców.
Zawsze przygotowuję swoja ulubioną zupę z dyni według mojego przepisu.
W tym roku szaleję również z cukinią.

Przygotowałam ją w postaci pasztetu.
Warto czasem zajrzeć do plotkarskiej gazety by trafić na smakowity przepis 😉

Składniki:
  • ok. 0,5 kg cukinii
  • 150 gram kaszy jaglanej
  • trochę ulubionego sera (użyłam owczego wędzonego)
  • 2 jajka
  • sól, pieprz, gałka muszkatołowa
  • kolendra, chili
  • ewentualnie odrobina masła do kaszy

Kaszę jaglaną ugotowała wg przepisu. Do ugotowanej kaszy dodałam masło.
Cukinię starłam na grubych oczkach tarki. Posoliłam i zostawiłam na 30 minut, żeby puściła sok.
Następnie dobrze ją odsączyłam.
W misce wymieszałam cukinię z kaszą i startym serem.
Doprawiłam solą, pieprzem i gałką muszkatołową.
Dodałam posiekaną kolendrę i chili pokrojone w drobniutką kosteczkę.
Wbiłam dwa jajka i wszystko dokładnie wyrobiłam.
Gotową masę włożyłam do formy- keksówki, wyłożonej pergaminem.
Piekłam  w piekarniku nastawiony na 220 stopni przez ok godzinę.
Pasztet wyszedł ciekawy i bardzo smakował mojemu bratu, a to ogromny komplement 😉

PS Pierwszy raz robiłam zdjęcia z wbudowaną lampą błyskową, stosując techniki, których nauczyłam się na warsztatach fotograficznych.
Muszę jeszcze trochę popracować, ale jak widać da się 😉
Brak światła słonecznego wreszcie nie będzie mi przeszkadzał!

Sałatka z tuńczykiem

Bardzo lubię sałatki.
Niestety jestem leniem i rzadko je sobie przygotowuję.
Chyba głównie dlatego, że majonez dla mnie to tylko taki domowy. Gdy go już zrobię to muszę mieć kilka pomysłów, żeby cały wykorzystać.
tuńczyk, kukurydza, jajko, ser

Zdecydowałam się na zrobienie majonezu i przygotowałam jedną z moich ulubionych sałatek.


Pyszną sałatę z tuńczykiem i m.in. jajkiem i serem.

sałatka z tuńczykiem

Składniki:

  • puszka tuńczyka w sosie własnym
  • 3 jajka
  • mała puszka kukurydzy lub połowa zwykłej puszki
  • nieduża cebula
  • ok. 20-25 dkg sera żółtego
  • 2-3 łyżki majonezu
  • sól i chili cayenne do smaku
  • ewentualnie coś zielonego, ja użyłam kolendry
Cebulę pokroiłam w drobną kosteczkę.
Ugotowane i wystudzone jajka starłam na tarce. Starłam również ser.
Tuńczyka i kukurydzę odsączyłam z zalewy.
Kolendrę posiekałam drobno.
Wszystkie składniki wymieszałam w misce.
Doprawiłam solą i chili oraz dodałam majonez.

tuńczyk w sałatce

Jeśli chcemy by sałatka wyglądała efektowniej, np. na przyjęciu, możemy poukładać wszystkie składniki warstwami.
tuńczyk z puszki
Wolicie układaną warstwami czy od razu wymieszaną?
Ja mieszam od razu 😉

Makaron ze szpinakiem czyli jak połączyć dwa brzegi morza Śródziemnego na jednym talerzu

Nie było mnie dłuższą chwilę, bo brałam lekcje gotowania 😉
Pomagałam Szefowi Kuchni Ryszardowi Majewskiemu w przygotowaniu cateringu dla Klubu Skandii na 70 Tour de Pologne.
Intensywne sześć dni będące wspaniałą przygodą.
Spotkałam wielu fajnych ludzi, pierwszy raz w życiu byłam w Zakopanem (serio) i mogłam uczestniczyć w tak ogromnym przedsięwzięciu jakim jest organizacja Tour de Pologne.
Wszyscy zachwycali się przygotowanymi przez nas przystawkami i koktajlami przygotowywanymi przez naszego barmana Krzysztofa.
Pan Czesław Lang bywał u nas codziennie 😉
Kilka zdjęć z tego wydarzenia można zobaczyć na Figowym Facebooku.
Czas wrócić do obowiązków.
Dziś odpowiedź jak połączyć dwa brzegi morza Śródziemnego na jednym talerzu 😀

Przy okazji biorąc udział w akcji kulinarnej.
By przyłączyć się do akcji w daniu musi znajdować się choć jeden składniki z tej  listy.
W dzisiejszym sosie do makaronu większość składników znajduje się na tym spisie.
Dlaczego to danie łączy dwa brzegi morza Śródziemnego?
Makaron, wiadomo, reprezentuje włoski brzeg natomiast szpinak przyrządziłam w sposób w jaki np. w Syrii przyrządza się jutę występującą m.in. pod nazwą  Muluchije.
Budowanie mostu między brzegami 😉

Składniki:

  • 500 gram świeżego szpinaku
  • dwie średnie cebule
  • dwa ząbki czosnku
  • kolendra w ziarnach
  • natka kolendry
  • cytryna
  • ewentualnie odrobina świeżego chili
  • pieprz i sól do smaku
  • oliwa
  • makaron ugotowany al dente

Cebulę pokroiłam w grubą kostkę i wrzuciłam na rozgrzaną oliwę.
Dodałam część czosnku pokrojonego w plasterki i doprawiłam rozgniecionymi ziarnami kolendry.
Gdy cebula się zeszkliła dodałam szpinak (mniejsze liście w całości, większe lekko rozrywałam), resztę czosnku i sporo natki kolendry.
Dusiłam wszystko chwilę podlewając wodą jeśli była taka konieczność.
Doprawiłam solą i pieprzem oraz pokrojonym drobno chili.
Dodałam ugotowany makron, polałam sokiem z cytryny i wymieszałam.
Zajadałam, aż mi się uszy trzęsły 😀

Czy gotując  makaron dodajecie do wody olej lub inny tłuszcz?
Ja tego nie robię.
Gdy ugotujemy makaron al dente w odpowiedniej ilości wody nie będzie się kleił.
Nie trzeba, a nawet nie należy przelewać makaronu zimną wodą.
Nieprzelewany makaron lepiej połączy się z sosem ,do którego go dodamy.
Jedyną sytuacją, w której wręcz należy przelać makaron zimną wodą, to ta gdy podajemy go na zimno np. w sałatce.
I jeszcze jedno: gdy chcecie zagęścić sos wystarczy dodać do niego odrobinę wody z gotowania makaronu i nie trzeba nic więcej 😀
Smacznego!

I mała prywata na koniec!
Skoro odwiedzamy kulinarnie Syrię to bardzo Was proszę o wsparcie Polskiej Akcji Humanitarnej, która organizuje pomoc dla Syryjczyków cierpiących z powodu wojny.
Liczy się każda złotówka!!!

Przepis dołączam do akcji:

Krem z zielonego groszku

Ugotowałam w zeszłym tygodniu i również w zeszłym tygodniu chciałam się nim podzielić, ale koniec akcji z bakłażanem pokrzyżował mi szyki 😉
Pyszna, łatwa w przygotowaniu, bardzo smaczna i zdrowa zupa krem.

Groszek zielony jest bogaty w  wiele substancji odżywczych m. in. żelazo, potas, fosfor, cynk,
wapń, magnez. Także witaminy z grupy B, witaminy A i E.
Jest też dobrym źródłem białka i antyoksydantów chroniących nasz organizm przed działaniem wolnych rodników.

Składniki:

  • ok. 250 gram zielonego groszku surowego lub z puszki
  • dwa ząbki czosnku
  • kumin
  • sól i pieprz do smaku
  • natka pietruszki lub kolendry
Tą zupę przygotowałam z groszku w puszce.
Groszek razem z zalewą przelałam do niedużego garnka. Dolałam odrobinę wody, tak by płyn zakrywał groszek.
Dodałam czosnek pokrojony w plasterki.
Doprawiłam solą, kuminem i świeżo mielonym pieprzem.
Gotowałam na małym ogniu ok 10 minut.
Następnie wszystko zmiksowałam.
Wyłożyłam na talerz i posypałam natką kolendry.
Jeśli ktoś za nią nie przepada to może zamienić ją na natkę pietruszki.

Wystarczająco szybka i łatwa w przygotowaniu? 😉

Guacamole czyli podróż do Meksyku…


Faktem jest, że ostatnio przeżywam zachwyt kuchnią bliskowschodnią,
ale nie zapomniałam o kuchni meksykańskiej.

Niesamowite jest to, że z pozoru dwie tak różne kuchnie są do siebie podobne.

Istnieje teoria, która mówi o tym, że kiedyś Fenicjanie,
którzy zamieszkiwali tereny dzisiejszej Syrii i Libanu, dotarli do wybrzeży Ameryki Środkowej.
Zostawili tam ślad w postaci przypraw.
Obie kuchnie w dużej mierze bazują na cebuli, czosnku, kuminie, kolendrze.

Owocem pochodzącym z Meksyku, a popularnym w całej Ameryce Środkowej
i Południowej jest awokado zwane Smaczliwką.

Bardzo lubię awokado. Kiedyś jadałam je jako dodatek np. do kanapek albo tak po prostu samo jako przekąskę. Odkąd poznałam smak Guacamole nie wyobrażam sobie nic innego 😉 Hmmm…

Guacamole to sos przygotowywany z awokado, limonki i soli.
Awokado rozciera się w kamiennym naczyniu zwanym molcajete, dodaje się sól i sok z limonki,
który zapobiega ciemnieniu awokado.
Taki sos – mole dodawany jest w Meksyku prawie do wszystkiego.
Nie dziwie się, w końcu smakuje fantastycznie.
Często do takiej bazy dodaje się inne składniki, takie jak chili, cebulę,
kolendrę, pomidory, czosnek, czasem niestety śmietanę lub majonez,
czego stanowczo nie polecam.
Moje guacamole to to, które poznałam w restauracji z kuchnią tex-mex i jest z dodatkowymi składnikami.

Guacamole

Składniki:

  • 3 awokado /miękkie, dojrzałe, można im pomóc zawijając w gazetę i kładąc w ciepłym miejscu ;)/
  • limonka
  • papryczka chili
  • dwa ząbki czosnku
  • pomidor
  • biała cebula
  • pęczek kolendry
  • sól do smaku
  • odrobina oliwy
Awokado kroję w większą kostkę, trochę rozgniatam widelcem
 ale część niech zachowa swoją fakturę.
Skrapiam sokiem z limonki [podobno trzeba wyciskać ręcznie, bez używania przyrządów ;)],
dodaję sól do smaku i rozgnieciony ząbek czosnku.
Pomidora kroję w drobną kostkę, siekam cebulę. Mieszam razem.
Dodaje czosnek, posiekane chili i odrobinę oliwy. Sól do smaku i część posiekanej kolendry.
Właśnie zrobiliśmy salsę frescę, którą dodajemy do awokado.
Dorzucamy resztę kolendry. Mieszamy.
Można dodać odrobinkę oliwy, tłuszcz jest nośnikiem smaku, dlatego nie powinniśmy go całkiem eliminować.
Gotowe!