Rzeczy, bez których nie mogę żyć

Ostatnie wyzwanie Uli.
Rzeczy, bez których nie mogę żyć
pewnie nie zmieściły by się na jednym zdjęciu, więc zdjęć będzie kilka 🙂
Na pewno nie mogę żyć bez śniadania:
Co jeszcze?
A proszę:

Aparat, służy mi nie tylko do fotografowania jedzenia.
Cały czas uczę się fotografować otaczającą mnie rzeczywistość.
Na co dzień używam lustrzanki cyfrowej.
Aparat na zdjęciu to aparat mojego taty, pierwsza lustrzanka z jakiej korzystałam.
Mam zamiar jeszcze z niej korzystać i robić klasyczne odbitki.

To przez ten aparat (i dzięki mojemu tacie)  zainteresowałam się fotografią.

Nie mogę też żyć bez moich dwóch rowerów.
Ten ze zdjęcia służy mi jako środek transportu, a drugi do jazdy rekreacyjnej.
W sumie to rzeczy, bez których nie mogę żyć mogłabym wymieniać w nieskończoność.
Na liście znaleźli by się też:
Rodzina
i

Przyjaciele
A Wy bez czego nie możecie żyć?

5 ulubionych blogów i dlaczego je czytam

Kolejny temat wyzwania u Uli to:

IMG_0010_720

Jakieś dwa tygodni temu wymieniałam blogi, które czytam z okazji #blogdaychellange 2014. Jednak wyzwanie to wyzwanie, więc wymienię jeszcze raz, a nuż widelec coś się zmieniło od tamtego posta 😉

Po pierwsze:
Biorę udział w tym wyzwaniu, bo namiętnie, codziennie czytuję blogi Uli.
Na facebooku mam nawet ustawione powiadomienie o każdym pojawiającym się od Uli poście.
Są to:
Blog Sen Mai, na którym znajduję wiele inspiracji.
Urszula Phelep – blogowanie i marketing dla kreatywnych kobiet, z którego uczę się marketingu i blogowania 😀
Po drugie:
Dzięki piątkowemu linkowaniu u Uli, Karolina trafiła do mnie, a ja do niej.
No i zostaję. Świetny blog ze wspaniałymi inspiracjami, z którego uczę się blogowania, fotografii i kreatywności 😀
Po trzecie:
Blog o tworzeniu biżuterii Sutasz i nie tylko.
To dzięki niemu zaczęła się moja przygoda w blogosferze.
Autorką tego bloga jest moja przyjaciółka, która namówiła mnie do blogowania.
Jeszcze raz gorąco Ci dziękuję Joanno.
Nie wiem gdzie bym teraz była gdyby nie Ty :*
Po czwarte:
Od tej wspaniałej dziewczyny uczę się jak dbać o swoje włosy i nie tylko.
Po piąte:
Staram się być przyjazna środowisku. Na tym blogu znajduję wiele cennych informacji, które mi w tym pomagają.
Polecam Wam gorąco wszystkie wyżej wymienione blogi!

Ukochane hobby

Skoro już wiecie jak wygląda miejsce mojej pracy blogowe
i poznaliście 10 moich sekretów
przyszedł czas na 3 dzień wyzwania u Uli.
Oczywiście z różnych powodów, m. in. degustacji win gruzińskich i wizyty Pana B. nie udało mi się napisać postu wczoraj, więc dzisiaj będą dwa. Taka jestem zorganizowana 🙂
Trzeciego dnia wyzwania zaprezentuję Wam: 
Ukochane Hobby.

W sumie to mam wiele hobby.
Zdjęcie, które prezentuje powyżej przedstawia kilka z nich.
Zupa na zdjęciu to meksykański krem kukurydziany.
Moje hobby na nim zawarte to:
Podróże
Fotografia
i przede wszystkim
Jedzenie.
Uwielbiam jeść, gotować, fotografować jedzenie, a także poprzez kuchnie poznawać inne narody i kultury.
Jedzenie to na pewno ukochane hobby, bo nie tylko prowadzę bloga o tej tematyce, ale i zawodowo jestem z nim związana.
Hobby mam wiele, choć nie zawsze mam dla nich czas.
Oprócz wyżej wymienionych na liście znajdują się również.
Chodzenie po górach /zwłaszcza Bieszczadach/
Jazda na rowerze /chyba się zaraz wybiorę/
Rowerem trekingowym, najlepiej po lesie:
Zdjęcie zrobione telefonem na przejażdżce moim Szafirkiem 😉
I po mieście:
Rysowanie, malowanie i tworzenie fajnych rzeczy
Choć ostatnio mam na to mało czasu, wyzwanie Uli mi jednak o tym przypomniało 😀
A Wy jakie macie hobby?

10 rzeczy, których nikt o mnie nie wie

Parafrazując klasyka „Naprawdę jaka jestem nie wie nikt…”, pewnie nawet ja sama, a tu Ula zachęca do przedstawienia listy rzeczy, których nikt o mnie nie wie.
Podjęłam wyzwanie to nie mogę pominąć drugiego dnia.

Samochod_tytul_720
Dzieło Uli, specjalnie na drugi dzień wyzwania
Poniżej wymieniam kilka informacji o sobie, ale to nie jest tak, że nikt tego nie wiem.
Znają je bliżsi lub dalsi znajomi, czasem rodzina, ale podejrzewam, że większość moich czytelników tego nie wie.
Czuję, że po wyzwaniu Uli będziecie znali mnie na wylot 🙂

10 rzeczy, których nikt (prawie) o mnie nie wiem

No to zaczynam:

1. Ci, którzy pracowali ze mną w cudownej restauracji jaką był Honey wiedzą, że gadam do ekspresu do kawy.
Moja przyjaciółka Kamila potrafiła mi nawet przysłać jego zdjęcie gdy miałam dzień wolny, a Ada pisała, że ekspres za mną tęskni, gdy byłam na wakacjach. Śmiały się też, że swoją córkę nazwę Electra, gdyż takiej marki był to ekspres.

Prawdopodobnie tak działa uzależnienie od kawy 😉

Kawa w kawiarni „Filtry”. Polecam 😉
2. Podejrzewam, że najmniej znanym o mnie faktem jest to, że jestem skryta. Choć pozory wskazywały by na to, że wcale nie.
Uwielbiam poznawać ludzi, rozmawiać z nimi, ale zbliżyć się do mnie mogą tylko nieliczni.
Dobrych znajomych mam niewielu, a przyjaciół jeszcze mniej i bardzo to sobie cenię.

Jakiś czas temu nauczyłam się też pozbywać ze swojego otoczenia ludzi, którzy do mojego życia nic nie wnoszą, a przede wszystkim tych, którzy przynoszą złą energię.

Mim spotkany we Wrocławiu to dawka dobrej energii 😉

3. „Gwiżdżę na wszystko…” , a właściwie to czasem sobie pod nosem. Problem polega na tym, że nie umiem gwizdać. Nie umiem nawet w ten sposób zawołać psa. Jednak gwiżdżę np. jadąc rowerem. A potem jeszcze mówię sobie: „Maria, nie gwiżdże się na pokładzie” – wariatka ze mnie 😉
Skoro już przywołałam ten utwór to proszę, Mieczysław Fogg:
4. A może jednak nie gwiżdżę na wszytko.
To, że łatwo się denerwuję wiedzą wszyscy moi znajomi i rodzina, ale pewnie mało kto wie, że najbardziej denerwuje się gdy się czymś przejmuję i mi zależy.
5. Marzę o tym by być dobrze zorganizowana, tym czasem wcale nie jestem. i jest to bardzo frustrujące :/
Cały czas o to walczę 😀
6. Bardzo lubię tańczyć, to pewnie wiadomo, ale mało kto wie, że często tańczę gdy jestem sama.
Puszczam głośno fajną muzykę, najlepiej latynoamerykańską i tańczę.
Lepsze niż jakiekolwiek inne ćwiczenia, a jak relaksuje!
7. Jestem już dużą dziewczynką, w marcu skończyłam 30 lat, a nadal lubię bajki.
Lubię włączyć sobie np. „Królewnę Śnieżkę i Siedmiu Krasnoludków”, wersję z 1937 roku.
Bajka to jest jedyny powód dla którego mogę zostać dłużej w łóżku w niedzielę 😉

Taka już jestem duża 😉
8. No może bajka to nie jedyny powód, znajdzie się jeszcze jeden 😉
ale to jest kolejny fakt o mnie, nie lubię zalegać w łóżku.
Gdy już się obudzę to wstaję, w końcu tyle fajnych rzeczy jest do zrobienia.
Czy to dziwne?
No to jeszcze dwa punkty i gotowe.
9. Chciałabym biegle posługiwać się kilkoma językami. Zazdroszczę wszystkim, którzy się posługują.
Ja na razie dobrze radzę sobie z angielskim, w końcu to podstawa.
Uczę się też hiszpańskiego, póki co domowymi sposobami, ale liczę, że w końcu uda mi się zapisać na lekcje z Native Speakerem i zacznę mówić.
Miałam świetną nauczycielkę niemieckiego i uczyłam się go przez lata, ale nie mówię nic. Podejrzewam, że zajęcia z lektorem pozwoliłyby mi dogadywać się w tym języku.
Mój kolega Włoch twierdzi, że jeśli nauczę się hiszpańskiego to i po włosku sobie poradzę. Czyli kolejny język mój 😉
Na liście znajdują się jeszcze dwa języki, w tym jeden bardzo egzotyczny. Będą musiały poczekać, aż ogarnę hiszpański i niemiecki.
To francuski i arabski.
Kiedyś znalazłam gdzieś test predyspozycji językowych.
Rozwiązywaliście kiedyś taki test?
Ja otrzymałam wynik 97% co oznacza, że mam szanse posługiwać się wszystkimi wyżej wymienionymi językami.
Muszę tylko włożyć trochę pracy.
Dla smaku przed ostatnim wyznaniem
10. Ostatni mój mały sekret 😉
Marzę by móc spełniać się w roli kury domowej 😉
Gotować obiadki mężowi i dzieciom, prowadzić dom, a przy tym być kreatywna 😉
Najlepiej w jakiś miłych okolicznościach przyrody. Dom na pewno będzie otwarty, to może i jakiś pensjonat przy okazji 🙂
Ci co mnie znają wiedzą, że do niedawna byłam singlem i było mi w tym stanie dobrze.
Zobaczymy jak będzie.

W razie czego zostanie mi prowadzenie pensjonatu i spełnianie się w roli cioci 😀

I to by było na tyle.
uff!

Moje miejsce pracy – Wyzwanie Uli

Postanowiłam wziąć udział w wyzwaniu kreatywnym u Uli na jej blogu Sen Mai.
WYZWANIE blogowe {wrzesień} – 5 dni do lepszego bloga
Wyzwanie ma mi dać zastrzyk kreatywności i powiem Wam szczerze, że gdy przygotowywałam zdjęcia do tego wpisu nabrałam ochoty na działania kreatywne, o których zdążyłam zapomnieć, że bardzo je lubię 😉
Temat pierwszego dnia to:
Moje miejsce pracy blogowej/kreatywnej


Zapraszam Was serdecznie do poznania moich miejsc pracy, bo jest ich kilka, i lepszego poznania mnie 😉

Zacznę od mojego ulubionego miejsca pracy, z którym już niedługo będę musiała się na chwilę pożegnać.

Balkon
Balkon jest tak naprawdę ulubionym miejscem wszystkich domowników.
W okresie wiosenno-letnim to tu spotykamy się na ploteczki przy kawie czy piwku.
Ja wykorzystuję nasz balkon w charakterze studia fotograficznego. Ostatnio sporo pysznych dań tu sfotografowałam np. czekoladowe Brownie.
Lubię też usiąść tu z kubkiem kawy, zażywając chwili relaksu, tym bardziej, że mieszkam w cudownej okolicy.
Biurko


Specjalnie do zdjęcia jest dziś na nim wybitny porządek.
Lubię mieć wszystko pod ręką więc zwykle na biurku leży masa różnych rzeczy.
Ale na pewno znajduje się tu laptop.
Przy ilości robionych przeze mnie zdjęć nie mogę też obejść się bez dysku.
W dzisiejszych czasach telefon również przydaje się do blogowania i obsługi portali społecznościowych.
W porannym wpisie wspomniałam, że lubię odręczne notatki, więc na biurku jest też notes (o ile nie jest w torebce) i masa długopisów różnej maści, choć zwykle pisze piórem.
Wieczorem nie obejdę się również bez lampki, a przez cały dzień muszę mieć muzykę, bez niej nic nie zrobię 😀 dlatego na biurku są również głośniki.
Biurko też często zamieniam w studio fotograficzne.
Na parapecie obok biurka mam kilka szpargałów.
W tym dwa moje kreatywne dzieła 😉
Taka oto karnawałowa maska.
Oraz ramkę, w której umieściłam zdjęcie mojego wspaniałego przyjaciela, który wiem, że cały czas nade mną czuwa 🙂
Pod biurkiem stoją kartony, w których chowam swoje różniste skarby.
W jednym z nich swoje miejsce znalazły koraliki i różne inne przydatne drobiazgi do robienia biżuterii.
Zwykle jakiś bransoletek.

W tym czarnym ukryte jest wszystko co potrzebne do rysowania i malowania. Farby, kredki, a także to co potrzebne do decoupage.

Ważnym miejscem jest też szafka, w której trzymam zbiór przepisów. To tu czasem znajduję inspiracje.
Jestem blogerką kulinarną więc chyba jednak najważniejszym miejscem mojej pracy jest kuchnia.
To tu powstają wszystkie dania, której potem fotografuję i opisuję w dwóch pozostałych miejscach.
Już niedługo kuchnia przejdzie małe odświeżenie. 
Pomalowanie zaplanowałyśmy z Gabi już dawno, ale dopiero teraz uda się je zrealizować.
Kuchnia otrzyma nowe zielone ściany, które podkreślą pomarańczowy kolor kafelków.
Chcemy nadać jej trochę meksykański charakter.
Kuchenna lampa już taki od nas otrzymała.
Zawiśnie też jakaś reprodukcja obrazu Fridy Kahlo lub jej zdjęcie.
Na razie Frida spogląda na nas z małego zdjęcia stojącego na parapecie.
A smacznego życzą nam wielkie gwiazdy.

Kto rozpozna jakie?

Kompilacja ta jest dziełem właścicieli pewnej restauracji, a służyła jako podkładka na stoły.
Post nie miał być długi. No i to wyzwanie nie jest wyzwaniem fotograficznym. Jednak zdjęć narobiłam sporo i napisałam też nie mało.
Mam nadzieję, że dzięki temu postowi lepiej mnie poznaliście i że będę bardziej kreatywna.
Gdy zajrzałam to kartonów ze skarbami nabrałam ochoty na stworzenie czegoś więc biorę się do działania 😀

Placki z cukinii

Placki z cukinii

Staram się mieć zawsze kilka sfotografowanych dań w zapasie. Żeby w każdej chwili można było do nich sięgnąć
i czymś się z Wami podzielić.
Zwłaszcza w sytuacji gdy wyjeżdżam i nie mam czasu przygotować czegoś od ręki.
Cały zeszły tydzień byłam w rozjazdach. Najpierw na Mazurach, a potem w moich ukochanych Bieszczadach.
Jednak za każdym razem jest mi trudno zdecydować się,  który akurat przepis opublikować. I tak od zeszłego piątku rozmyślałam co by tu wybrać.
Ile mi to czasu zajęło.
Chyba jednak trzeba zacząć planować wcześniej i zapisywać w kalendarzu 😉
Swoją drogą pewna blogerka (oczywiście trafiłam do niej dzięki Uli) zainspirowała mnie do stworzenia własnego organizery pracy. Jestem tradycjonalistką i bardzo lubię notować w różnego rodzaju notesach,  choć ostatnio przymierzam się również do korzystania z pewnego programu.
Jeśli uda mi się stworzyć taki organizer, na pewno się nim z Wami podzielę 🙂

Wracając do sedna sprawy. 
Zdecydowałam się na przygotowanie pysznych placuszków z cukinii.

Są zdrowe i bardzo smaczne.
Bardzo lubię cukinię.
 Często podjadam ją na surowo,  a także przygotowuję z niej pasztet.  Świetnie też smakują faszerowane kwiaty cukinii.

Placki z cukinii

Składniki: 
na 20 placuszków*
  • 5 niedużych cukinii
  • 2/3 szklanki siemienia lnianego, świeżo mielonego
  • 2 ząbki czosnku
  • 2 jaka
  • Szklanka świeżych listków kolendry 
  • Sól i pieprz do smaku

Cukinię ścieram na grubych oczkach tarki, solę odrobinę i zostawiam na durszlaku na 30 minut.
Po tym czasie odciskam sok, który cukinia puściła. 
Przekładamy do miski, wciskamy czosnek, dodaję siemię, jajka, lekko posiekaną kolendrę. Doprawiam solą i pieprzem. Dokładnie mieszam.

Na rozgrzaną patelnię nakładam łyżką nieduże placuszki. Smażę z obu stron, aż się ładnie zrumienią.
Do placków często przygotowuję zwykły sos jogurtów
Do dobrego jogurtu wciskam czosnek, doprawiam solą i pieprzem,  wkrajam trochę świeżych ziół,  np. kolendry.

Pyszne placki z cukinii z jogurtowym sosem – niebo w gębie.

*zwykle większość dań przygotowuję „na oko” jeśli chodzi o składniki. 
Odkąd prowadzę bloga zaczęłam zwracać uwagę na ilości by móc je podać Wam.
Zwykle też gotuję dla siebie i nie zwracam uwagi ile dokładnie porcji mi wyszło. Gdy coś ugotuje to mam na dwa do trzech posiłków.
Postanowiłam i na to zwracać uwagę,  bo domyślam się, że dla większości z Was jest to cenna informacja. 
Warto wiedzieć ile członków rodziny załapie się na przygotowany obiad 😉

Trzymajcie za mnie kciuki 🙂

Czekoladowe Brownie

Dostałam od Pana B. gorzką czekoladę.
Skąd on wiedział, że to moja ulubiona?
Gdy byłam mała lubiłam białą,  potem mleczną,  a teraz gorzką.
Ta czekolada zainspirowała mnie do upieczeniu mojego ulubionego ciasta.
Mojego ulubionego Brownie.
Chyba wspominałam już,  że boję się ciast. Gdy pierwszy raz piekłam Brownie to prawie zawału dostałam.
Pamiętam też, że to pierwsze Brownie zabrałam na grilla do przyjaciół.
Ciasto stało w kuchni, my byliśmy w ogrodzie. Co chwilę ktoś,  pod mało wiarygodnym pretekstem, szedł do domu i było widać tylko przemykajacy prze kuchnię cień. 
A o okruszki to już była regularna walka 😉

Brownie przygotowałam według przepisu Nigelli Lawson.
Składniki:
  • 225 g gorzkiej czekolady (takiej zawierającej ok.70% miazgi kakaowej)
  • 225 g masła
  • 2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
  • 200 g cukru
  • 3 roztrzepane jajka
  • 150 g mielonych migdałów (ewentualnie mąki)
  • 100 g orzechów włoskich
Masło i czekoladę rozpuszczam w rondlu.
Zdejmuję z ognia i dodaję ekstrakt oraz cukier.
Gdy masa ostygnie dodaję roztrzepane jajka, migdały i orzechy.
Wszystko mieszam i wlewam do formy.
Ciasto piekę przez 25-30 minut w temperaturze 170 stopni.
Pani Nigella sugeruje podanie Brownie z lodami waniliowymi, a nawet z sosem czekoladowym.
Ja najbardziej lubię jeszcze ciepłe Brownie z zimnym mlekiem.
Mniam!
A Wy jaką wersję wybierzecie?
P.S. Gdy Brownie było już zaplanowane. Dowiedziałam się, że wczoraj był Międzynarodowy Dzień Czekolady.
Myślę, że godnie go uczciłam 😉

Czytam więc jestem – #blogdaychallenge 2014

Lubię czytać.
Czytam różne książki. W moim zbiorze oczywiście najwięcej tych kulinarnych, ale inne też się znajdą.
Mam też kilku swoich ulubionych autorów jak Wilbur Smith, Terry Pratchett czy Maja Lidia Kossakowska.
Czytam książki podróżnicze, o fotografii, ale też przygodowe czy zwykłe romansidła.
światowy dzień blogera
W tym poście nie chodzi jednak o książki, a o blogi.
Trafiłam na artykuł Muszkietera i skoro przeczytałam to musiałam przyjąć wyzwanie.

#blogdaychallenge 2014
Wyzwanie związane jest z obchodzonym 31 sierpnia świętem blogerów.
Dlatego teraz polecę Wam kilka blogów, które mniej lub bardziej regularnie czytam i bardzo sobie cenię.
To najważniejszy blog w moim życiu!
Czemu?
Bo pisze go moja przyjaciółka. To dzięki niej zostałam blogerką i stworzyłam tą stronę. To ona pomagała mi stawiać pierwsze kroki w blogosferze i to ona do dziś pomaga mi za każdym razem gdy mam z czymś problem.

Mogę się do niej zwrócić w każdej sprawie, nie tylko blogowej, i zawsze otrzymam pomoc.
Dziękuję Ci Joanno!
Wspaniała kobieta i wspaniały blog.
Ula jest mamą, Panią Domu, etatowym pracownikiem i na dodatek prowadzi bloga, na którym pomaga innym kobietą radzić sobie w internetowej dżungli i znaleźć swoje miejsce.
Pomaga rozwijać siebie i swoje strony, a przede wszystkim swoje pasje.
Każdego dnia mnie inspiruje do działania i pracy nad sobą.
Wiele się od niej uczę!
Ula prowadzi też drugi blog Sen Mai, na którym dzieli się swoimi pasjami i codziennością.
Jestem kobietą i jak każda kobieta lubię czasem zadbać tylko o siebie.
Bardzo lubię swoje włosy i bardzo chcę by były zadbane i zdrowe.
Pomaga mi w tym Anwen.
Znajduję u niej wiele cennych rad i informacji.
Polecam każdemu, nie tylko z długimi włosami!
Uwielbiam kuchnię arabską, dlatego często zaglądam na blog Polskie Arabki w poszukiwaniu przepisów i wiedzy na temat kuchni tamtego regionu.
Blog, który czyta się z przyjemnością. Ciekawe spojrzenie na świat, świetne pióro i fantastyczne poczucie humoru.
Jako ostatni polecę Wam:
Staram się żyć ekologicznie i być odpowiedzialna społecznie, a na tym wspaniałym blogu znajduję odpowiedzi na wiele nurtujących mnie pytań. Jeśli nie znajdę to pytam i dostaję 😉
Autorzy dzielą się swoją wiedzą na tematy związane z gospodarką odpadami. Jeśli nie wiecie co zrobić z żarówką, sprawdźcie co na to OdpadyBlog 😉
Wszystkim blogerom życzę by nie opuszczała ich chęć do tworzenia i pisania oraz grona wiernych czytelników.
Czytelnikom zaś by dobrze się nas czytało 😉

Powakacyjny post


No i się skończyły.
Jak co roku za szybko.

Co prawda moja współlokatorka Marcelina twierdzi, że wakacje mają tylko uczniowie i studenci, ale ja też byłam na wakacjach.

Fakt, że od 29 czerwca do 29 sierpnia miałam tylko jeden dzień wolny od pracy, ale praca odbywała się w miłych okolicznościach przyrody 😉

Większość tego czasu spędziłam w Kurkach, na Mazurach. Pomagałam bratowej w sklepie, a mieszkałam u mojej mamy w Stadninie Koni.
Dużo pracy, ale wystarczyła chwila przerwy by mieć naprawdę wolne. Wsiadałam na rower i po kilku minutach byłam już nad jeziorem albo w lesie.
Miejscowość Kurki znajduje się w Puszczy Napiwodzko-Ramuckiej i jest otoczona przez kilka jezior. Leży nad Kiernozem Wielkim, niedaleko stąd do mojego ulubionego jeziora Święte czy Łańskiego.
Nazwa Kurki, wbrew temu co wszyscy myślą, nie pochodzi od ptactwa domowego czy pysznych grzybów ,(których, nota bene, sporo w okolicznych lasach) a od bóstwa Kurcho, czczonego przez Pruskie plemiona, dawniej zamieszkujące te okolice.
Przy okazji znalazłam tai oto wpis o naszym Kurcho.

A tak Puszcza Napiwodzko-Ramucka wygląda jesienią:

Prawda, że przepięknie?

Spędziłam też siedem dni na Tour de Pologne, jak w zeszłym roku.
Fajna praca i fajny czas.
Kibicowałam Rafałowi Majce i wygrał ten wyścig w pięknym stylu dostarczając kibicom niesamowitych emocji.

Jedyny mój wolny dzień tych wakacji spędziłam w Krakowie.
Spędziłam cudowny wieczór na Kazimierzu, zjadłam śniadanie nad Wisłą, obejrzałam wystawę o Stanleyu Kubricku, a na koniec wypiłam dobrą kawkę w Tekturze 😀 a wszystko to w towarzystwie miłego Pana B. . którego poznałam w te wakacje.

Wolny dzień w Krakowie

Przez pracę na Mazurach, nie udało mi się uczestniczyć w  wielu fajnych imprezach jak np. Małopolski Festiwal Smaku czy Festiwal Smaku w Grucznie., ale też poznałam kilka fajnych osób, a niektóre z nich mocno mnie zaskoczyły. Np. Pan Grzegorz przysłał mi rocznicową koszulkę Powstania Warszawskiego, tak po prostu, bo o tym rozmawialiśmy 🙂

A Wy braliście udział w jakimś smakowitym wydarzeniu?

Teraz czas na pracowitą jesień. Oprócz gotowania planuję wreszcie zakończyć pisanie mojej pracy inżynierskiej. Chcę też wprowadzić kilka zmian na blogu.
Z pomocą przychodzi mi konkurs Uli Phelep i Karoliny z bloga „Żyj Kochaj Twórz”.

W konkursie można wygrać pomoc dziewczyn przy poprawie wyglądu bloga i jego prowadzeniu.
Trzymajcie kciuki, żeby się udało 🙂

Od Uli dowiedziałam się, że Francuzi często liczą rok od września do sierpnia.
Tak samo jak my zimą, oni na koniec lata robią „noworoczne” postanowienia.

Może warto zaplanować coś na jesień albo z nową energią wrócić do działań przerwanych przed wakacjami?

Oprócz wyżej wymienionych, mam jeszcze kilka pomysłów i zamierzam je zrealizować.
M.in. wziąć się porządnie do nauki hiszpańskiego.

A Wy jakie macie plany na nadchodzącą jesień?

Życzę Wam powodzenia i biorę się za swoje.