Małopolski Festiwal Smaku

Ostatni weekend spędziłam w Krakowie, rozkoszując się pysznymi regionalnymi produktami z Małopolski.

W dniach 24 i 25 sierpnia Plac Wolnica na krakowskim Kazimierzu był gospodarzem 9 Małopolskiego Festiwalu Smaku.


Moją relację z tego wydarzenia możecie znaleźć na Locavore Polska.

Oto kilka zdjęć z Festiwalu.
Więcej pojawi się na Facebooku.

Małopolskie korale

Moje drugie śniadanie

Domowe przetwory

Smakowite tradycyjne wędliny

Blogerzy w akcji!
Wybór został dokonany

Impreza odbyła się w akompaniamencie muzyki wykonywanej przez małopolskich artystów.
Pyszne dania od Andżeliny

Prezentacja przed jury



Mój faworyt: masło ze Spółdzielni Mleczarskiej w Wieprzu.

Wszyscy laureaci
Katarzyna z http://wkrainiesmaku.pl/
Zwyciężczyni konkursu
„Gotuj i bloguj po małopolsku”

Cieszę się, że nie pojechałam do Krakowa samochodem, bo wróciłabym załadowana po dach 😉

Było smakowicie i z przyjemnością wybiorę się na 10 edycję festiwalu.
Gorąco Wam polecam!

Bigos po mazursku

Dwa tygodnie temu, jak przed rokiem, w moim rodzinnym domu odbyły się zawody konne w skokach przez przeszkody. Pogoda nam nie dopisała, ale zawody się udały, a atmosfera była super.

Jeśli macie ochotę obejrzeć kilka zdjęć to zapraszam TUTAJ.
Oprócz kibicowania jeźdźcom można było również napić się ciepłej herbaty lub zimnego piwa ;),
a także zjeść coś dobrego.
Karkówkę lub kiełbasę z grilla, chleb z domowej roboty smalcem i małosolnym ogórkiem oraz bigos.

Smalec, ogórki, bigos oraz marynatę do karkówki robiłam ja we własnej osobie.
Czy były dobrej musicie spytać tam obecnych 😀
Ze smalcu byłam bardzo zadowolona. Zniknął w takim tempie, że nie zdążyłam zrobić zdjęć :/
Ale powtórzę go niedługo i wtedy podzielę się z Wami przepisem.
Gdy gotowałam bigos to byłam przerażona, że mi nie wyjdzie, bo gotowanie dla kilkudziesięciu  osób to nie gotowanie dla 4. Na szczęście udało się powtórzyć sukces z zeszłorocznego Hubertusa.

Poza tym gotowanie bigosu przy temperaturze ponad 30 stopni Celcjusza było dziwne, ale w dniu zawodów okazał się najlepszym daniem na rozgrzewkę.
Podam Wam przepis w ilościach, które ja użyłam, a Wy zmniejszcie sobie je odpowiednio 😉
Składniki:
  • 3 nie za duże główki młodej kapusty lub 2 duże
  • 6 kg dobrej kiszonej kapusty
  • 2 kg cebuli
  • 2 kg pachwiny
  • 2 kg łopatki
  • suszone grzyby /najlepiej borowiki
  • 1,5 paczki ziela angielskiego
  • 2 paczki liści laurowych
  • 1 opakowanie pieprzu czarnego ziarnistego
  • sól

Jeśli chcemy, żeby nasz bigos był naprawdę dobry musimy gotować go co najmniej dwa dni.

Jednego dnia w gotujemy kapusty. W jednym garnku poszatkowaną młodą kapustę, w drugim kiszoną.
Do obu garnków dorzucamy ziele angielskie i liście laurowe i pieprz w ziarnach.
Świeżą kapustę w trakcie gotowania dosalamy.
Gotujemy na „wolnym” ogniu do miękkości.

Mam to szczęście, że w moim rodzinnym domu jest kuchnia kaflowa.
Kiedyś używana codziennie, dziś rozpala się w niej tylko przy specjalnych okazjach. Gotowanie świątecznych potraw lub bigosu np. na Hubertusa jest taką okazją 🙂

Drugiego dnia rano dusimy mięso. Robię to w szybkowarze. Przed duszeniem mięso lekko przyprawiam solą i pieprzem. Można też dodać innej przyprawy jeśli macie ochotę.
Na dużej patelni smażę pokrojoną w pióra cebulę, do czasu gdy zrobi się szklista.
Obie kapusty wrzucam do jednego dużego gara. Dorzucam cebulę, a następnie uduszone mięso z całym sosem.
Doprawiam do smaku solą, zielem i z młotkowanym pieprzem.
Duszę wszystko razem bardzo powoli od czasu do czasu mieszając.
Suszone grzyby gotuję w niedużej ilości wody, aż będę miękkie.
Następnie całość, razem z wodą, wlewam do bigosu.

Dalej duszę cały bigos.

Jeśli będziemy dusić odpowiednio długo nasz bigos  wyjdzie naprawdę smaczny.
Danie, które wymaga i uczy cierpliwości 😉

A Wy jak przygotowujecie bigos?
Zauważyłam, że na to danie jest prawie tyle przepisów co na szarlotkę lub jajecznicę 😉
Przepis dodaję do akcji:

Makaron ze szpinakiem czyli jak połączyć dwa brzegi morza Śródziemnego na jednym talerzu

Nie było mnie dłuższą chwilę, bo brałam lekcje gotowania 😉
Pomagałam Szefowi Kuchni Ryszardowi Majewskiemu w przygotowaniu cateringu dla Klubu Skandii na 70 Tour de Pologne.
Intensywne sześć dni będące wspaniałą przygodą.
Spotkałam wielu fajnych ludzi, pierwszy raz w życiu byłam w Zakopanem (serio) i mogłam uczestniczyć w tak ogromnym przedsięwzięciu jakim jest organizacja Tour de Pologne.
Wszyscy zachwycali się przygotowanymi przez nas przystawkami i koktajlami przygotowywanymi przez naszego barmana Krzysztofa.
Pan Czesław Lang bywał u nas codziennie 😉
Kilka zdjęć z tego wydarzenia można zobaczyć na Figowym Facebooku.
Czas wrócić do obowiązków.
Dziś odpowiedź jak połączyć dwa brzegi morza Śródziemnego na jednym talerzu 😀

Przy okazji biorąc udział w akcji kulinarnej.
By przyłączyć się do akcji w daniu musi znajdować się choć jeden składniki z tej  listy.
W dzisiejszym sosie do makaronu większość składników znajduje się na tym spisie.
Dlaczego to danie łączy dwa brzegi morza Śródziemnego?
Makaron, wiadomo, reprezentuje włoski brzeg natomiast szpinak przyrządziłam w sposób w jaki np. w Syrii przyrządza się jutę występującą m.in. pod nazwą  Muluchije.
Budowanie mostu między brzegami 😉

Składniki:

  • 500 gram świeżego szpinaku
  • dwie średnie cebule
  • dwa ząbki czosnku
  • kolendra w ziarnach
  • natka kolendry
  • cytryna
  • ewentualnie odrobina świeżego chili
  • pieprz i sól do smaku
  • oliwa
  • makaron ugotowany al dente

Cebulę pokroiłam w grubą kostkę i wrzuciłam na rozgrzaną oliwę.
Dodałam część czosnku pokrojonego w plasterki i doprawiłam rozgniecionymi ziarnami kolendry.
Gdy cebula się zeszkliła dodałam szpinak (mniejsze liście w całości, większe lekko rozrywałam), resztę czosnku i sporo natki kolendry.
Dusiłam wszystko chwilę podlewając wodą jeśli była taka konieczność.
Doprawiłam solą i pieprzem oraz pokrojonym drobno chili.
Dodałam ugotowany makron, polałam sokiem z cytryny i wymieszałam.
Zajadałam, aż mi się uszy trzęsły 😀

Czy gotując  makaron dodajecie do wody olej lub inny tłuszcz?
Ja tego nie robię.
Gdy ugotujemy makaron al dente w odpowiedniej ilości wody nie będzie się kleił.
Nie trzeba, a nawet nie należy przelewać makaronu zimną wodą.
Nieprzelewany makaron lepiej połączy się z sosem ,do którego go dodamy.
Jedyną sytuacją, w której wręcz należy przelać makaron zimną wodą, to ta gdy podajemy go na zimno np. w sałatce.
I jeszcze jedno: gdy chcecie zagęścić sos wystarczy dodać do niego odrobinę wody z gotowania makaronu i nie trzeba nic więcej 😀
Smacznego!

I mała prywata na koniec!
Skoro odwiedzamy kulinarnie Syrię to bardzo Was proszę o wsparcie Polskiej Akcji Humanitarnej, która organizuje pomoc dla Syryjczyków cierpiących z powodu wojny.
Liczy się każda złotówka!!!

Przepis dołączam do akcji: