Zupa krem z czerwonej soczewicy

Całą zimę dzielnie broniłam się przed choróbskiem choć wszyscy dookoła chrychali i prychali.
Dzielnie trwałam w zdrowiu, ciepło się ubierając i omijając zarażających.

Nie wiem jak to się stało, może straciłam na chwilę czujność, a może osłabiła mnie, wspomniana wcześniej tęsknota za wiosną, ale dopadła mnie.

Wstrętne choróbsko!


Trzeba je przepędzić.
Tradycyjna metoda to babciny rosół, poszłam jednak w nowoczesność i ugotowałam zupę krem z czerwonej soczewicy.

Tak na prawdę jest to tradycyjna syryjska zupa zwana Adas, choć adas to po arabsku po prostu soczewica 😀

Składniki:

  • 300 gram czerwonej soczewicy /najlepiej w całości
  • 2 spore cebule
  • woda
  • oliwa lub olej,
  • łyżka masła
  • kmin rzymski, sól i pieprz
  • cytryna
  • natka pietruszki do dekoracji
W garnku rozgrzałam olej i wrzuciłam 1,5 cebuli pokrojonej w piórka. Dodałam roztarty w moździerzu kmin rzymski.
Gdy cebula się zeszkliła wrzuciłam soczewicę.
Przez dłuższą chwilę ją podsmażałam. Zmienia wtedy kolor na bardziej czerwony i zupa w efekcie ma bardziej pomarańczowy kolor. Niestety mój garnek nie sprostał zadaniu i zaczęło przywierać do dna, dlatego zupa wyszła dość blada.
Polecam Wam wybrać garnek z grubszym dnem.
Gdy soczewica się „uprażyła” dolałam wodę. Gotowałam na małym ogniu do momentu gdy soczewica zrobiła się miękka.
Następnie zmiksowałam wszystko i dodałam połowę cebuli pokrojoną w kosteczkę i zeszkloną na maśle.
Doprawiłam pieprzem i solą.
Podawałam z pietruszką, skropioną cytryną.
Można też podać z grzankami. Najlepiej chlebem arabskim pokrojonym  w kosteczkę i uprażonym w piecu.

Zupa krem z czerwonej soczewicy – moje lekarstwo na przeziębienie.
A Wy jakie zupy stosujecie w charakterze lekarstwa?

Brokułowa sałatka

Myślałam, że mnie nie dopadnie, a jednak.
Tęsknota za wiosną, za lżejszm ubraniem, za jazdą na rowerze bez brnięcia przez zaspy.

Wiem, wiem to już niedługo, ale nawet sił na napisanie posta zabrakło.

Będzie dobrze, udało się zmobilizować i jestem tutaj.

W poniedziałek w końcu zapiszę się na hiszpański, pójdę na fajny film do kina i umówię się z Anią na sushi, a za nim się obejrzę będzie wiosna.

Majowie strącali nieszczęśników w głąb świętych studni zwanych cenote, prosząc boga Chac
o większe opady deszczu.
Ja postanowiłam zrobić kolorową sałatkę, żeby przywołać wiosnę.

Składniki:
  • 1 nieduży brokuł
  • mała puszka kukurydzy
  • 15 dkg wędzonego boczku
  • garść suszonej żurawiny
  • garść płatków migdałowych
  • 2 łyżki majonezu
  • 1 łyżka jogurtu
  • mielony imbir, pieprz cayenne
 Brokuła gotuję na parze, tak żeby był dość jędrny. Pokrojony w drobną kosteczkę boczek wysmażam, aż się ładnie zrumieni.
Brokuła rozrywam na małe różyczki i wrzucam do miski, dodaję kukurudzę, żurawinę, migdały i przestudzony boczek.
Majonez i jogurt mieszam z przyprawami. Dodaję do reszty składników i mieszam wszystko razem.

Kolorowa sałatka na przywołanie wiosny gotowa.
Smacznego!
A Wy jak sobie radzicie z tęsknotą za wiosną?

Django czy Sęp czyli filmowo!

Dziś nie będzie o jedzeniu, a o filmach.
Wczoraj, jak co poniedziałek, byliśmy z kolegą w kinie.
Nie skończyłam zachwycać się filmem sprzed tygodnia, a tu następny ciekawy film.
Tydzień temu byliśmy na „Django”. Mistrz Tarantino w bardzo dobrej formie.
Film zrobiony fantastyczne, przemyślany, dobry, naprawdę dobry.
Aktorzy na szóstkę, zdjęcia na szóstkę!
Muzyka? Muzykę już teraz można położyć na tej samej wysokiej półce co muzykę z „Pulp Fuction”. 
Wychodząc z kina mieliśmy poczucie, że widzieliśmy film, który zapisze się w historii kinematografii.
Oto jego trailer:

I wypowiedź autora o dziele:

Polecam!

Wszyscy narzekają na polskie kino. Nie wiem czemu, bo ono ciągle pnie się w górę.
I zwykle wszystkie niedoskonałości można wybaczyć 😀
Będzie dobrze.

Dwa polskie filmy w kinie i zero rozczarowania.

Pierwszy to „Pokłosie”.

Łał, co za film.

Po za przemyślaną fabułą i poruszeniem ważnego tematu, fantastyczna gra aktorska (doszliśmy z moim tatą do wniosku, że Maciej Stuhr przerósł ojca, ale to też kwestia możliwości rozwoju i grania, które ma Maciej, a nie miał Jerzy).

Fantastyczne zdjęcia, na prawdę przepięknie namalowane obrazy.

No i temat. Niektórzy, krytykują, a jednak szum, który powstał wokół filmu i nazywanie aktora grającego główną rolę, Żydem, choć wcale nie grał takiej postaci, świadczy, że trzeba poruszać takie tematy, bo pomimo ponad 60 lat, które minęły od wojny, wciąż nie radzimy sobie z przeszłością.

Naprawdę dobry polski film!!!

Wczoraj widzieliśmy kolejny polski film. Zostałam namówiona i bardzo Ci Michale dziękuję, bo sama bym się nie zdecydowała.

„Sęp” to dobrze zrobiony film, z dobrą muzyką, dobrą grą aktorską, z zaskakującą fabułą.
Daje do myślenia.
Jeszcze przez kilka dni będę się zastanawiać co bym zrobiła, gdybym znalazła się w sytuacji, w której znalazł się główny bohater. I czy główny bohater postąpił słusznie.

Przeczytałam bardzo krytyczną recenzję na portalu filmowym i nie rozumiem jej autora. Sugeruje on, że reżyser ma kompleks Hollywood, a ja myślę, że to jednak autor recenzji ma taki kompleks.
Potrzebujemy polskich dobrych filmów, a nie wzorowania się na fabryce snów 😉

Czego by ktoś nie chciał w „Sępie” krytykować, to film porusza kolejny ważny temat, a jaki nie zdradzę, bo mogłabym zepsuć oglądanie 😀

A na zakończenie dwa filmy nominowane do Oskarów w kategorii ‚najlepsza animacja krótkometrażowa’:

Walentynki niedługo więc na początek „Paperman”:


Niestety tylko link do niego.

I drugi – „Fresh Guacamole”.

A jednak coś o jedzeniu 😉
Swoją drogą bardzo lubię popcorn w kinie 😉

Miłego oglądania. Lecę do babci na pączki 😉

A Wy jakie filmy polecacie?

Mojito i „trutka na diabła”


Ostatni weekend karnawału właśnie się zaczyna (szkoda, że taki krótki ten karnawał w tym roku).
Ostatnia szansa na karnawałową dobrą zabawę.
Z tej okazji chcę się z Wami podzielić przepisem na mój ulubiony koktajl.
Kiedyś nie lubiłam i dziwiłam się jak można go pić,
a jak ktoś zamówił to z wielkim niezadowolenie przygotowywałam ten wspaniały koktajl.
Pewnego dnia odkryłam w czym tkwi jego sekret. Jest tak prostym i kultowym koktajlem, że przygotowanie naprawdę dobrego Mojito jest prawdziwą sztuką.
virgin mojito

I wtedy pokochałam ten smak!

A przygotowywanie mojito dla gości stało się przyjemnością.


Mojito jest koktajlem na bazie rumu.
Wytwarzanie alkoholu dziś zwanego rumem zaczęto przy okazji produkcji cukru (oczywiście dzisiejszy rum różni się od swojego prototypu).
 Wykorzystywano do jego produkcji melasę będącą odpadem powstającym
w procesie produkcji cukru lub syropu z trzciny cukrowej.
W Brazylii umiano wytwarzać rum „bezpośrednio z soku wyciśniętego z trzciny cukrowej”. Ten napitek, który nazwano cachacą, zmieszany z sokiem z limonki i cukrem stał się Caipirinhą – narodowym napojem Brazylijczyków.
Głównym rynkiem zbytu cukru była Europa. Gdy jednak w Europie zaczęto produkować cukier z buraków cukrowych,
trzcina cukrowa zaczęła tracić na znaczeniu.
Dla wyrównania strat gospodarczych zaczęto eksportować rum,
który zdobył uznanie.
Ze względu na swój piekący smak był określany „trutką na diabła”. 

Pochodzenie nazwy rum nie jest znane. Istnieje wiele teorii na ten temat.
Jedna z nich podaje, że trunek ten nazwali marynarze rumem na cześć admirała Royal Navy, Edwarda Vernon.
Nazywano go „old rummy” – stary pijak. To on, gdy wybuchła epidemia szkorbutu, zarządził wydawanie chorym marynarzom to karaibskie lekarstwo 😉

mojito
Początkowo rum był wydawany niewolnikom i nadzorcom plantacji jako pocieszenie za ciężką pracę.
Z biegiem stuleci stał się jednak rozrywką.
Rzadko pito go w czystej postaci, częściej jako poncz.
Tradycyjnym ponczem jest, pochodzące z Kuby, Mojito.
Nazwa Mojito pochodzi prawdopodobnie od słowa mojo oznaczającego mieszankę przypraw z miętą.
Sekretem dobrego Mojito jest kubańska mięta, łagodniejsza i słodsza od mięty zwyczajnej.

Mojito

Składniki na porcję Mojito/ szklanka o pojemności 260 ml:

mojito z miętą

  •  2/3 limonki
  • ok 8 listków mięty
  • 2, 3 łyżeczki cukru brązowego
  • 40 ml rumu
  • lód kruszony
  • woda gazowana do uzupełnienia
Na początek limonkę ‚rozwałkowuję’ ręką przyciskając lekko.
Spowoduje to, że wydobędziemy z niej więcej soku.
2/3 limonki kroję na kawałki, wrzucam do szklanki, dodaję miętę i zasypuję cukrem.
Następnie rozgniatam wszystko za pomocą muddlera.
Jeśli wolicie miętę w większych kawałkach, najpierw rozgniećcie limonkę z cukrem, a dopiero potem dorzućcie miętę.
Wrzucamy kruszony lód, wypełniam nim szklankę, aż po brzeg.
W domowych warunkach rozkruszam go w moździerzu. Można też za pomocą ścierki i wałka 😉
Jeśli macie zamiar często przygotowywać koktajle z kruszonym lodem polecam zakup kruszarki.
Taką z ręcznym napędem 😉 kupicie za kilkadziesiąt złotych, doskonale sprawdzi się w domowym barze.
mojito

Wlewam rum. Mieszam. Uzupełniam wodą gazowaną i jeszcze raz mieszam.
Do dekoracji wykorzystuję liście mięty. Podaję z grubą rurką.
Klasyczna cienka bardzo łatwo zatkałaby się lodem i rozdrobnionymi składnikami.
 Pyszne Mojito gotowe!!!
mojito
Będzie Wam smakować?
P.S. Jeśli nie możecie lubi nie chcecie pić alkoholu po prostu go nie dodawajcie!

Virgin Mojito również smakuje wspaniale!

Informacje o rumie i Mojito pochodzą z:
„Nowe vademecum barmana” Zdzisław T. Nowicki, Wydawnictwo Galion
„Alkohole świata – uniwersalny podręcznik barmana” Andre Domine, Wydawnictwo Olesiejuk 

Tłusty czwartek

Jaki dziś smakowity dzień.
Można bezkarnie najeść się pączków i faworków.
Staram się co roku robić faworki, bo bardzo je lubię, ale tym razem się nie udało. Oczywiście z powodu pędzącego czasu.
Za rok się uda.

Słyszałam dziś w radio rozmowę z panem Łukaszem Blikle na temat pączków.
Nie wpadłabym na to, że kiedyś pączki robiono z mięsem, choć po zastanowieniu wydaje się to logiczne.
Była to jedna z ostatnich okazji na zjedzenie dobrych i tłustych dań przed postem.

Przemysł cukierniczy zaczął się rozwijać dopiero w drugiej połowie XIX wieku, gdy cukier zyskał popularność.
Do tego czasu słodkie wyroby to były głównie pierniki.
Wiedzieliście o mięsnych pączkach?
Chętnie bym takich spróbowała, tylko może bez lukru 😉 , a Wy?

…po meksykańsku

Już wspominałam o tym, że wybieram się w tym roku do Meksyku.
Jesienią jedziemy tam z przyjaciółką. Na pierwszą wizytę wybrałyśmy miasto Meksyk.
Jedziemy zobaczyć jak obchodzony jest dzień Wszystkich Świętych i spróbować jak smakuje prawdziwe awokado 😉

.Zbieram informacje nt. wyjazdu i tego czego z moim Rudusiem będziemy tam potrzebować. Przygotowuję też wstępny plan zwiedzania tej trzeciej co wielkości metropolii świata.
Piękne, niesamowite, fascynujące.
Nie mogę się doczekać.
Rozglądamy się za biletami w dobrej cenie, a także za fajnym gospodarzem w Ciudad de Mexico, który przygarnie nas na swoją kanapę.
Znacie kogoś?
Kupiłam wczoraj bardzo ważną przyprawę, która w mojej kuchni jeszcze nie gościła choć od dawna powinna.
Kmin rzymski- kumin.
Przyprawę, która jest niezbędna w kuchni bliskowschodniej, a także w kuchni meksykańskiej.
Już pisałam o ich zaskakującym podobieństwie. 
Od razu postanowiłam go wykorzystać przygotowując danie, które nazywam a la meksykańskim 😉
Kolejna rzecz, która umili oczekiwanie na wycieczkę.

Składniki:
  • czerwona papryka
  • dwie spore cebule
  • 5 ząbków czosnku
  • puszka fasolki czerwonej
  • mała puszka kukurydzy
  • puszka pomidorów pelati
  • świeża papryczka chili lub chili marynowane np. jalapeno (użyłam świeżego, ale w mojej spiżarce stoi kilka słoików chili  marynowanego przeze mnie)
  • pęczek kolendry/ ewentualnie natki pietruszki
  • 1 łyżka kolendry w ziarnach
  • 1 łyżka kminu rzymskiego

Na początek wrzuciłam na rozgrzaną patelnię kolendrę, a po jej zdjęciu kumin. Prażone w ten sposób oddają więcej swojego aromatu. Potem rozgniotłam je w moździerzu.

Rozgrzałam odrobinę oleju na patelni i wrzuciłam na nią cebulę pokrojoną w piórka. Gdy się lekko podsmaży dodaję przyprawy i część czosnku. Wrzucam pokrojoną w kostkę paprykę, a po chwili dodaję fasolę, kukurydzę i pomidory.
Gdy papryka robi się miękka dodaję chili, resztę czosnku i część natki kolendry lub pietruszki.
Duszę jeszcze trochę. Następnie gaszę ogień, dodaje resztę natki.
Danie właściwie gotowe, ale z czym je zjeść?
Można zjeść np. z kaszą jaglaną, albo z kuskusem. Jednak ja robię placki podobne do tortilli.

Bardzo chciałam kupić Masa Harina czyli specjalną mąkę do tortilli, jednak nigdzie jej nie dostałam. Następnym razem.
Użyłam zwykłej mąki kukurydzianej z dodatkiem mąki pszennej.
Dodała odrobinę wody i zaczęłam wyrabiać. Dodając wodę ewentualnie mąkę wyrobiłam ciasto tak by nie przyklejało się do rąk.
Formowałam z ciasta możliwie cienkie placki i wrzucałam do wysuszenie na rozgrzaną patelnię. Koniecznie bez oleju, tak jak przy prażeniu przypraw
Zrumieniony z obu stron placek wrzucałam do garnka przykrywając pokrywką, żeby pozostał miękki.

Można jeść!
Nabierałam sos za pomocą placka, a na wierzch łyżeczka śmietany dla złagodzenia ostrości i dla dodatkowego smaku.
Tak, tym razem było dobrze ostre, ale pyszne.
Kapsaicyna czyli związek zawarty np. w chilli odpowiedzialny za piekący smak rozpuszcza się w tłuszczach, dlatego tłusta śmietana lub mleko łagodzą ostrość. Podobno pomaga posypanie języka cukrem lub solą, ale jeszcze nie wypróbowałam tej metody.
Lubicie ostre dania? Czy wolicie łagodniej?